gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • niedziela, 27 września 2015
  • niedziela, 20 września 2015
    • Jeszcze tylko kilka dni...

      ...i  udostępnię tu możliwość zaopatrywania Was w produkty, dzięki którym powrót do zdrowia będzie o wiele zdrowszy, skuteczniejszy, szerokopasmowy a to, co będzie można dzięki nim osiągnąć, zaskakuje mnie samego. Szczerze.

       

      Products are tested on Gajowiec :-)

       

      Cierpliwości...10...9...8...

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 września 2015 21:44
  • piątek, 18 września 2015
    • Panowie, do dna!

      Nie, nie, nieee, to nie żadne wznoszenie toastu w barze. To okrzyk w kierunku męskiego dna miednicy! Panowie, sięgamy dziś do dna i zastanawiamy się, jak o nie zadbać, by służyło nam dobrze, długo i radośnie :-)

       

      Męska miednica jest równie delikatna, wrażliwa, wymagająca czułości, staranności, jak żeńska. Męska miednica ma swoje oszpecające ją przekonania przekazywane z pokolenia na pokolenie, które ją krzywdzą, napinają, detonują w niej bomby z opóźnionym zapalnikiem. Spróbujmy popatrzeć na nią przez pryzmat wymagań obecnej cywilizacji, ale i delikatności, która jest do niej przypisana przez Naturę.

       

      Najgorsze, co może się trafić miednicy, to jak zawsze przekonania, które przerabiane są na wzorce napięć. "W życiu trzeba mieć twardy tyłek", "zepnij tyłek i do roboty", "nikt tak nie kopie w tyłek, jak życie" i takie mniej lub bardziej "mądre". Ze spinaniem tyłka wiąże się bardzo prosta zależność pomiędzy mięśniami bioder i miednicy mniejszej - jak się napinamy, to wszystkie na hurra. Nie ma tam takich, którzy sobie siądą przy miedzy i odczekają, aż reszta towarzystwa się wynapina, wynapręża i może zmęczy. Tak dobrze nie ma. Wszystkie napięcia idą ławą, jeśli mogę to obrazowo ująć. Napięcie zwieraczy odbytu (szczególnie zewnętrznego), przenosi się natychmiast na okolicę, która niezwykle żwawo przechwytuje informację napięciową. 

       

      Miednica to nadal miejsce, "gdzie słońce nie dochodzi" - a więc tabu społeczne, kulturowe. U dziecka, które się rozwija jedną z zabaw preferowanych przez otoczenie jest przecież: pokaż nosek, pokaż uszko, ale nie pokazuj nie daj Boże siusiaka. Wszystko w ciele jest fajne, ale są mniej fajne miejsca, które winny zostać zakryte.

       

      Jeśli do tej zupy dosypiemy przyprawy pt bicie po tyłku, dochodzi nam istotny czynnik potęgujący nieprawidłowości ciała w tym rejonie ale też kumulacja złości, agresji, które będą szukały albo ujścia w zachowaniach zbliżonych / tożsamych lub zostaną skumulowane i spętane siłą mięśni ciała aż do wytworzenia jakiegoś łańcucha patologii.

       

      "Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze" to nadal żywe a jakże głupkowate powtarzane wokoło stwierdzenie. I co ciekawe - powtarzają je niejednokrotnie kobiety, które z wytęsknieniem spoglądają w dal w poszukiwaniu wrażliwego mężczyzny. Utarte także w kręgach tzw. twardzieli, którzy raczej w poduszkę będą wypłakiwać swoje problemy, a wśród kolegów będą grać supermanów. Dotyczy to też tzw. normalsów, którzy nie wyobrażają sobie, by mogli "puścić" emocje i rozpłakać się. Twardość gardła, klatki piersiowej a także miednicy z jej zawartością, utrzymują sztuczny stan pozorowanej równowagi. Reszta znana...

       

      Spójrzmy na chwilę na potencjalne dysfunkcje powiązane z naprężoną miednicą męską. A tu do wyboru, do koloru. Zaparcia, rozwolnienia, aktywne guzki krwawnicze odbytu, bóle głowy, bolesna ejakulacja, zaburzenia wzwodu (do braku włącznie), stany zapalne prostaty z nowotworowymi włącznie, zaburzenia mikcji (opróżnianie pęcherza), bóle jądra, pachwin, samych bioder itd itd. Jest w czym wybierać, dla każdego coś się znajdzie. Szczerze? Nie warto... Przez kontrast od razu widać, jak wiele dobrego funduje nam zdrowa miednica :-)

       

      Kiedy zaczęto sięgać do miednicy męskiej, by dotrzeć do powodów schorzeń narządów tam znajdujących się, podniósł się krzyk, że to homoseksualizm, molestowanie i inne plagi świata. Problem diagnostyczny i terapeutyczny tego rejonu jest zasadniczo problemem kulturowym i tyle. Badanie i terapia miednicy per rectum (przez odbyt) jest bowiem metodą z wyboru, niezwykle skuteczną, czytelną, wnoszącą  do wiedzy o badanej miednicy tak wiele, jak chyba żadne inne badanie. W połączeniu z igłoterapią tkanek miękkich miednicy oraz sensownie proponowaną autoterapią (także psychoterapią, jeśli sytuacja tego wymaga) otrzymujemy prostą i czytelną ofertę terapeutyczną, od której można wiele oczekiwać.

       

      Z mojej wiedzy i dotychczasowego doświadczenia wynika, iż niewielu mężczyzn odważa się, by zadbać o swoją miednicę. Zaleczanie objawów, jeśli takowe się pojawiają, zamyka się zazwyczaj do brania leków, smarowania się maściami i udawaniem przed wszystkimi, że nie ma żadnego problemu. Bo jak tu mówić o nietrzymaniu moczu po resekcji prostaty, toć to wstyd i hańba narodowa. Istnieje coś takiego, jak profilaktyka, która pozwala dbać o siebie, zapobiegać, łączyć wiedzę z zakresu ruchowości ciała z wiedzą o odżywianiu, umiejętność odpoczynku z automasażem odpowiednich punktów, które pozwalają nam zachować sprawność narządów. Praca z oddechem stanowi jak zawsze nieodłączny element zarówno profilaktyki, jak i leczenia. Kucanie, kucanie, praca z czuciem dna miednicy, wszystko to jest dla każdego z Was.  Nie krępujcie się pytać, mówić o tym, co Wam dokucza tam na dole, to żadna ujma, a wręcz dowód mądrej i rozważnej męskości. W dbałości o siebie bądźcie konsekwentni, rozważni i otwarci na intuicję. To przyniesie efekty.

       

      Do dna!

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 18 września 2015 17:50
  • czwartek, 17 września 2015
    • You never beat the classics ;-)

      Można odważnie zacytować sentencję z Niezniszczalnych 2 :-), bo nic chyba tak dobitnie nie oddaje pewnej prawdy: zmieniają się urządzenia, kolory, materiały, z których są wykonane, ale zasada pozostaje niezmienna. 

       

      Kąpiel 4komorowa aplikowana w 1920 r :-)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 września 2015 10:19
  • środa, 16 września 2015
  • piątek, 11 września 2015
    • Igłoterapia krętarza - rozmowa z Wielkim Lekarzem

      Igłoterapia jest na tym blogu bardzo często przywoływana, jako zabieg o niezwykłej sile diagnostycznej, ale nade wszystko leczniczej. Można rzec: zabieg widzi, ale i działa. Przybliża nam obraz połączeń dysfunkcyjnych w ogarnialny sposób, otwiera oczy na ich złożoność tudzież bardzo oczywistą prostotę i wprowadza w system samoregulacji mnóstwo danych, dzięki którym zaczyna on pracować z intencją naprawy sytuacji zastałej, zmiany tego, co doprowadziło do zabiegu. „Wylecz to, przez co muszę teraz cię kłuć” - mówi igła do organizmu i on to podejmuje, jako wyzwanie, zadanie do wykonania, jako koło ratunkowe rzucone właśnie przez niewielką igłę.

       

      Krętarz większy jest integralną częścią mechaniki i odruchowości stawu biodrowego, a więc ciała. Przenosi duże naprężenia wynikające z chodu, biegu, skoków tudzież innej aktywności ruchowej, w której uczestniczą kończyny dolne. Nie pozostaje jednak obojętny na sytuacje dziejące się w innych częściach ciała, szczególnie na działania przepony i aparatu żucia. Okostna krętarza – gdyż to ona jest najistotniejsza, jako okno komunikacji – jest w stanie wytworzyć na sobie / w sobie swoiste zmiany czynnościowe / odruchowe, które prowadzą w linii prostej do wygenerowania bólu i / lub stowarzyszonych dolegliwości wegetatywnych. Zmiany te nie są widoczne dla badań obiektywnych (rtg, usg, mri, tk) a przez to stanowią problem dla diagnostów z kręgu medycyny oficjalnej. To, czego nie widać – nie istnieje. To prosta zasada, którą rządzi się proces diagnozowania wszelkich dysfunkcji w świecie tej gałęzi wiedzy. Stąd mgła w diagnozach i brak sensownych propozycji dla rozwiązania problemu, gdy przychodzi do analizy reakcji czynnościowych. Tkliwość dotykowa okostnej wskazuje bezpośrednio na stan podrażnienia, a co za tym idzie – pozwala wnioskować o zaangażowaniu tkanek związanych z nią bezpośrednio lub pośrednio w dolegliwość. W przypadku związku bezpośredniego – mięśnie stawu biodrowego – analiza się upraszcza. W przypadku związku pośredniego (w okostnej odbija się jakiś proces, w niej się on komunikuje z otoczeniem), otwiera nam możliwość szukania i nie wiązania diagnozy w mocno spętany tok myślowy. Otwarcie na możliwości całościowej analizy pracy narządów i tkanek jest największą zaletą koncepcji medycyny czynnościowej całościowej, czyli holistycznej właśnie. Co dla siebie z niej weźmiemy, z jakiej perspektywy na ciało będziemy patrzeć, to już odrębna rzecz. Ta otwartość właśnie jest powodem powstania wielu systemów terapeutycznych, które pracują czy to na ciele, czy na emocjach człowieka. A wiadomo, że to w sumie na jedno wychodzi :-)

       

      Co z krętarzem? Co nam mówi jego podrażnienie i co z tym możemy robić?

      Po pierwsze podrażnienie krętarza może być całkiem nieuświadomione dla pacjenta, tzn. nie identyfikuje miejsca z bólem. „Ono mnie nie boli” - stwierdza pacjent, ale uciśnięty w nie, natychmiast reaguje potwierdzeniem, że tak, to jest mocno nieprzyjemne, bolesne czy też wywołuje reakcję promieniowania bólu. Po drugie podrażnienie krętarza potrafi być uświadomione przez pacjenta, który pokazuje wręcz palcem – tu mnie boli i stąd coś się dzieje, nie wiem, co ale intuicja mi mówi, że ten punkt jest jakoś ważny w tym, z czym przychodzę. Tacy pacjenci np. nie mogą sypiać na wybranym boku, gdyż ucisk ciała na biodro / krętarz uniemożliwia im sen po prostu. Po trzecie krętarz stanowi niezwykłe skrzyżowanie, na którym stojąc, można wybierać drogi terapii tego, co doprowadziło do powstania podrażnienia. Swoisty punkt widokowy, z którego wiele widać. Nad brzegiem morza obserwować można przeróżne fale, sztormy ale i spokojną taflę, podobnie rzecz się ma z tym miejscem. Wszystko widać.

       

      Podrażnienie krętarza mówi wprost: lecz. Potrzebuję. Nie jest szałowo. To moje wołanie o wsparcie. Gdyby nie działo się nic niepokojącego, okostna byłaby w stanie niebolesności. Rozmowa jest czarno-biała i dobrze. Można się jedynie wahać, kiedy należy wprowadzić do pracy igłę. Decyzja ta uwarunkowana jest stanem ogólnym ciała, a nade wszystko reaktywnością.

       

      Igłoterapia krętarza jest zabiegiem, podczas którego daje się odczytać z mapy reakcji to, co złożyło się na powstanie stanu podrażnienia. Komentarz ze strony pacjenta, który relacjonuje przebieg zabiegu od swojej strony (promieniowania, prądy, mdłości, drętwienie, rozpieranie...) jest bezpośrednią i przewartościową wskazówką dla terapeuty, który odczytuje z tego informacje – propozycje na dalsze części leczenia. Zabieg wykonywany jest raz z założenia i nie powinno się go powtarzać, bo dobrze wykonany – załatwia temat. Bywają jednak sytuacje, iż zabieg się przerywa lub proces stymulacji negatywnej jest tak intensywny, iż należy go powtórzyć.

       

      Reakcje pozabiegowe stanowią oczekiwany komentarz ze strony organizmu. Przestawiana jest mocno odruchowość ciała, a co za tym idzie – jego dotychczasowość. Okazuje się, że droga, którą kroczył nie jest dla niego najlepsza, należy go z niej zdjąć, zmienić całkowicie kierunek i cel marszu. Ta nagłość działań wywołuje swoistą szarpaninę wewnątrz organizmu, który z jednej strony chce być zdrów za wszelką cenę, a z drugiej niczego sobie mu w tym, co było, przyzwyczaił się, jakoś szło, no więc o co ten hałas? Reakcje pozabiegowe są dobre. Dla pacjenta niejednokrotnie trudne, wymagające cierpliwości i przyjęcia ich mimo wszystko z otwartością i nie stawiania im oporu.Dla terapeuty są wręcz przewodnikiem po reakcjach ciała, pomocą w podjęciu decyzji o formie dalszego leczenia. Trwające zazwyczaj 2-3 dni (bywają sytuacje, które przedłużają ten proces i wiążą się one bezpośrednio z niewydolnością organizmu, jego rozedrganiem, rozregulowaniem) są początkiem celowej terapii.

       

      W jakich przypadkach stosuję igłoterapię krętarza większego?

      Lista dolegliwości jest długa i otwarta, nie ma ram, które ją domykają, gdyż nie można się zamykać na wykorzystywanie tego zabiegu w terapiach, które dotąd nie korzystały z niego. Tym bardziej, iż ostatnie doniesienia wskazują jasno i wyraźnie, iż igłoterapia krętarza zmienia obraz krwi (potwierdzają to badania laboratoryjne) a to stanowi niezbijalny argument o mocy zabiegu, możliwości wykorzystywania go w leczeniu przeróżnych schorzeń. Poniżej moja najprostsza lista stworzona na potrzeby tego artykułu:

      • ból biodra, koksalgia i koksartroza,

      • bóle głowy przeróżnego pochodzenia (także połówkowe), zawroty głowy,

      • bóle kolana i zespoły pseudokolanowe,

      • dolegliwości stopy po tej samej stronie,

      • ból podbrzusza,

      • zaburzenia pracy pęcherza, prostaty, narządu rodnego u kobiet,

      • kłopoty ze snem, koncentracją, permanentne zmęczenie, rozdrażnienie, brak witalności w ciele, apatyczność,

      • schorzenia aparatu żucia objawiające się bruksizmem, zapaleniem dziąseł, krwawieniami,

      • kłopoty z koordynacją ciała,

      • bóle szyi,

      • inne.

       

      W mojej praktyce traktuję krętarz, jako Wielkiego Lekarza. Jest niezwykłym miejscem ciała, posiadającym moc diagnostyczną i sprawczą dla wielu problemów, z którymi przychodzi się zmagać w pracy terapeutycznej. Jest szerokim zazwyczaj oknem do bodźcowania, komunikacji z ciałem, a przez to wdzięcznym kanałem porozumiewania się. Jest konkretny, jak wspomniałem biało- czarny, czytelny, wpierający, wzmacniający, wnoszący w terapię tak wiele, jak chyba żaden inny zabieg. I to potwierdza praca z pacjentami …

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 11 września 2015 14:43
  • poniedziałek, 07 września 2015
  • czwartek, 03 września 2015

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny