gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • wtorek, 29 maja 2012
    • Oddech - przeczytane przy śniadaniu

      "Pod wpływem dorosłego życia większość z nas oddycha jednak płytko, co oznacza, że wdychamy niewiele tlenu i wydychamy niewiele dwutlenku węgla. (...) Taoiści wiedzieli, że chcąc zachować młodość,  musimy brać przykład z dzieci, a oddychanie jest właśnie jednym z procesów, do których zasada ta odnosi się ze szczególną mocą."

      A więc dziecko mistrzem oddechu, a oddech, to życie przecież. Cóż dodać przed pierwszym czerwca... Podglądajmy je i uczmy się od nich.

      Świętujcie wraz ze swoimi mistrzami... to już za chwilkę.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 maja 2012 07:14
  • poniedziałek, 28 maja 2012
    • Sen i co dalej?

      No i przyszło do tematu snu :-). Nie wiem jak Wy, ale ja za nim przepadam.

      Szczególnie, gdy przynosi wypoczynek, ulgę no i wstaję po nim lżejszy. Napiszę parę słów o wpływie snu na narząd ruchu, gdyż dużo się pisze i mówi o wpływie na inne układy a poza lakonicznymi "przynosi ulgę" - w tej materii jest niewiele.

      Najprościej rzecz ujmując, sen jest przerwą w czynnej pracy narządu ruchu, czyli dając czas na wyłączenie czynnych i świadomych napięć mięśni - pozwala na odwrócenie niektórych zjawisk związanych z pracą mięśni. Ale co się dzieje konkretnie?

      Mięśnie przestają utrzymywać nas w pozycji antygrawitacyjnej, czyli prosto mówiąc - w pionie. Taśmy mięśniowe mają szansę na odpoczynek, ale nie dajmy się tu oszukać - nie na rozciągnięcie. Za rozciąganie, jak już wiemy, odpowiadajmy my i prawidłowo wykonywane ćwiczenia rozciągania. To, co możemy wyłuskać dla mięśni w czasie snu, to w pewnym sensie tylko ulga w napięciu. Najlepszym tego przykładem są: bruksizm, czyli tarcie zębami w czasie snu z powodu napięć emocjonalnych ulokowanych w aparacie żucia (czytaj wcześniej) tudzież najprostsze - wstałem i nie mogę się normalnie ruszać, czyli niespodzianka z rana, wskutek ponapinanych nieprawidłowo mięśni.

      We śnie mięśnie mają szansę się filtrować z produktów przemiany materii, kości odpoczywają od nieustannego radzenia sobie z obciążeniami pionem, pracą i wysiłkiem fizycznym związanym choćby z chodzeniem, siedzeniem, tarcze międzykręgowe otrzymują szansę na zassanie nieco wody, by ich sprężystość była jako tako przywracana, naczynia krwionośne mogą wreszcie popracować w innej, niż pionowa, pozycji, co pozwala im odpompowac zalegającą w dalszych częściach ciała krew, klatka piersiowa pracuje bardziej otwarta , o ile udaje się nam leżeć na plecach...

      Najmniej odpoczywają więzadła i torebki stawowe: tym nijak nie idzie w nocy, wręcz będąc bardziej otwarte na drażnienie (mięśnie ich nie chronią w żaden sposób), potrafią wręcz budzić, jeśli coś z nimi jest nie tak. No i podrażniona napiętymi mięśniami okostna... Ta w żaden sposób nie umie odpocząć.

      TO są nasze główne bóle nocne! To są nasze drętwienia, mrowienia, zimne stopy, zaburzenia snu, bóle głowy... Podrażniona okostna wraz z nieprawidłowo napiętymi do niej mięśniami.

      Mając to w pamięci - rozciągajmy się przed snem a na prace z okostną zapraszam.

      Po mądrym rozciąganiu, sen jest wydajniejszy, bo "opędza" więcej i przynosi nam więcej korzyści, daje więcej odpoczynku i wstajemy lżejsi, bardziej wypoczęci, mniej "pościskani" mięśniami, które nie miały sposobności, by odpocząć.

      Dajmy ciału szansę na odpoczynek dobrym snem, w równowadze ciała i umysłu. I pozwólmy mu działać dla naszego zdrowia.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 maja 2012 10:24
  • poniedziałek, 21 maja 2012
  • niedziela, 20 maja 2012
  • poniedziałek, 14 maja 2012
    • Co dzieje się z kręgosłupami w starszym wieku?

      Każdy wiek ma swoje prawa. I zasady, którymi się rządzi. Także starość, a może przede wszystkim ona.

      Wtedy już znów wszystko wolno, jak w dzieciństwie. Ale biologia swoje. Skupię się nad kręgosłupem osób starszych i pytaniem stawianym wielokrotnie: dlaczego oni się pochylają, maleją?

      Kręgi zbudowane są tak, iż ich przednia część (ta od strony naszego wnętrza) ma najbardziej zubożone utkanie beleczkowe, czyli inaczej mówiąc - kręgi są w swojej przedniej części najmniej odporne na obciążenia. Odwadniające się w trakcie życia tarcze międzykręgowe (dyski) cieńczeją, zbliżając ku sobie powierzchnie nośne trzonów kręgowych. Mięśnie, o ile nie używamy ich czynniej, niż tylko do czynności dnia codziennego, słabną, odwadniają się, tracą elastyczność. Jeśli do tego dochodzą stany przygnębienia, wynikające z mijającego czasu, poczucia niespełnienia w życiu lub różnorakich przeżyć "wciskających w ziemię" - mamy pewien obraz człowieka, który przyciskany jest ku ziemi.

      Skraca się, pochyla w odcinku piersiowym, w którym to często dochodzi do złamań zmęczeniowych właśnie przednich części trzonów kręgów. Wymaga to zazwyczaj wsparcia aparatem stabilizującym od zewnątrz. Wielokrotnie obserwowana rezygnacja z życia, z jego dobrodziejstw, a wynikająca niejednokrotnie z wielu chorób tudzież postawy wobec niego, jest wielkim dodatkowym czynnikiem pochylającym ku ziemi.

      Spadek zawartości wapnia w kościach sprzyja zmianie budowy kręgów. Nie mówię tu jeszcze o osteoporozie, bo to kolejny krok w temacie, ale o zwyczajnym odwapnianiu związanym z wiekiem. Z pracą nerek. Ze zmniejszoną ilością wysiłku fizycznego, który to stymuluje kości do "trzymania się" w całości.

      Są zapewne recepty na zapobieganie takiemu stanowi rzeczy. I wiele powie tu zarówno dietetyk, jak i mądry nauczyciel wf w szkole Waszych dzieci. Co jednak wydaje się najistotniejsze, to nasza postawa wobec życia. Nasze trzymanie pionu, cokolwiek nas spotyka. Nie na siłę. Elastycznie. Z wdziękiem. Nawet, jeśli opadamy z sił, jeśli zmęczenie, kłopoty nam je odbiera i kładzie na barki kolejne ciężary, warto pamiętać, że dar życia jest jeden i niepowtarzalny. I warto nieść to z radością, nawet jeśli tu czy tam trzeszczy, boli i strzyka :-).

      Czego i Wam i sobie życzę, jeśli nie na teraz (nie wiem, ilu czyta mnie starszych czytelników), to na kiedyś. Bo przyszłość jest już jutro ...

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 maja 2012 15:03
  • wtorek, 08 maja 2012
    • Dlaczego sztuczne stawy biodrowe się rozlatują???

      Dostałem dziś do ręki artykuł z komentarzami dotyczącymi sztucznego stawu biodrowego. Jak zawsze - "ludzie różnie gadają". Jedni chwalą, inni narzekają, jedni ach och ,że cudowne, inni wołają o pomstę do nieba. Dlaczego tak jest i co powoduje, iż stawy biodrowe są "odrzucane" przez organizm.

      Trzeba najpierw wyliczyć przyczyny wszczepiania protezy stawu:

      1. ból nie poddający się żadnym formom terapii (niezwykle rzadko),

      2. życzenie pacjenta (wbrew pozorom dość częste), 

      3. dużego stopnia zniszczenie biodra wskutek choroby reumatoidalnej bądź zmian zwyrodnieniowych oraz urazy czyli złamania szyjki kości udowej u osób starszych (najczęściej),

      4. sugestia lekarska (bez statystyk ;-)),

      5. inne.

      Protezy biodra dzieli się na cementowe i bezcementowe czyli osadzane na cement (klej) lub po prostu osadzane w trzonie kości bez użycia żadnych dodatków.

      Które lepsze? Nie mnie oceniać. Wszystko uzależnia się od stanu zdrowia pacjenta, wskazań itd. Ale idźmy dalej. Co z higieną protezy? Co stanowi o dbalości i jest w stanie wydłużyć życie takowej, nie narażając jej na złamanie (tak, tak) tudzież wykręcenie z trzpienia kości udowej?

      Odpowiedzi jest kilka:

      1. stan mięśni otaczających sztuczny staw,

      2. stan stóp,

      3. schorzenia dodatkowe.

      I chyba tyle.

      Ad1. Mięśnie krótkie biodra decydują o tym, jak swobodnie i płynnie zachodzi ruch rotacji do wewnątrz w stawie, czyli w fazie, kiedy noga (tu patrz - biodro) przenosi największe obciążenie. Jeśli mięśnie są wystarczająco elastyczne i wystarczająco mocne, zezwolą na ten ruch, płynnie go hamując (bo to jest ich rola w tym momencie) oraz kontrolując jego synchroniczny przebieg. Jeśli mięśnie są sztywne, pokurczone i nieelastyczne - ruch ten zostanie zahamowany na poziomie głowa protezy - panewka i organizm zostanie zmuszony do skompensowania sobie tego braku. Najbliższym miejscem, które się do tego nadaje, jest miejsce połączenia trzpienia protezy z kością. I nie ma to znaczenia, czy są one zespolone na klej czy nie. Siłą ruchu tułowia na nodze, bezwładnością masy ciałą w tym ruchu i "przełożeniem" tych sił na najsłabszy punkt, organizm sam sobie wykręci protezę z kości. Początkowo ją obluzuje, by wreszcie całkowicie ją usunąć. Ból i konieczność usunięcia z ciała protezy to dwa podstawowe efekty tego zjawiska. No więc mamy posprzątane...

      Bywa także - i to jest niezwykle "widowiskowe" - że proteza ulega złamaniu podobnie, jak złamać można szyjkę kości udowej w tzw. złamaniu marszowym. Siłą mięśni biodra ścina się kość. Dokładnie to samo przytrafić się może metalowej konstrukcji stawu. Wszystko za sprawą nadmiernie obkurczanych na niej mięśni.

      Świadomie nie wspominam tu już o nadmiernej masie ciała, bo to wydaje się oczywistą oczywistością: im więcej ważymy, tym więcej dźwigają biodra. Im więcej dźwigają, tym bardziej się męczą. Im bardziej się męczą, tym bardziej boli. A przy protezie - tym bardziej naraża protezę na wywichnięcie głowy z panewki... Dobry i mądry reżim dietetyczny ma tu swoją niezwykłą i nieocenioną rolę.

      Ad2. Miękkość stopy i jej zdolność do dopasowania się do zmiennego kształtu podłoża oraz współpracy z ruszającym się biodrem to gwarant zdrowej protezy, o ile czynniki z pkt 1 nie są spełnione. Jeśli natomiast stopa ulega zesztywnieniu, jest nieplastyczna czyli nie umie pracować wydajnie na podłożu - mamy tu kolejny powód do poszukiwania miejsca, gdzie brakującą rotację przerzucić. I znów miejscem tym jest połączenie trzpienia protezy i trzonu kości udowej. Czyli uderzenie tym razem pochodzić będzie z dołu.

      3. Tu z mechaniką najmniej mamy do czynienia, raczej z biochemią, która prowadzi do osłabienia struktury kości. Choroby ogólnoukładowe tkanki łącznej (reumatoidalne) oraz osteoporoza i zmiany nowotworzące to trzy grupy dodatków do dania pt. usuwanie sztucznego stawu biodrowego.

      Co więc zalecać tym, którzy doszli do etapu decyzji o wszczepieniu sztucznego stawu?

      Przede wszystkim dobrze przygotować mięśnie okolicy stawu oraz długie mięśnie uda: ich elastyczność decydować będzie o zdrowiu i trwałości Waszej protezy. O ile jest na to czas.

      Odciążenie wszczepu poprzez kulę - choćby jedną - wskazane przez czas sugerowany przez lekarza operującego lub fizjoterapeutę, który zajmuje się Wami w procesie oswajania z nowością wszczepioną w Wasze ciało.

      Zabiegi fizykalne - jeśli nie są przeciwskazane z przyczyn medycznych - jak najbardziej. Pole magnetyczne skupione na stymulowaniu gojenia się kości i oblewania jej wokoło elementow protezy - jak najbardziej.

      Rynek pełen jest broszurek dla pacjentów informujących, co wolno, a czego nie powinno się robić ze sztucznym stawem. Raczej rozmawiajmy z zaufanym, niż oddawajmy się tym lekturom, z rzadka pisanym z głową, częściej na zlecenie firm. Powodzenia!

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 maja 2012 15:26
    • Dlaczego hałas szkodzi?

      Pomyślałem sobie, że warto napisać o tym, bo hałas jest tym czynnikiem, który wydaje się otaczać nas zewsząd i za wszelką cenę staramy się od niego uciekać w miejsca pełne ciszy.

      Pamiętam zajęcia z fizykoterapii, które bardzo utkwiły mi w pamięci i mimo, że przepłynęło sporo czasu - kilka zjawisk zostało mi w pamięci. Między innymi działanie dźwięków na wodę. I to w moim odczuciu jest punktem stycznym kwestii hałasu (dźwięku) i funkcji ludzkich tkanek, których środowiskiem jest woda.

      Demonstrowano nam działanie ultradźwieków, czyli tej części pasma dźwiękowego, które nie jest słyszalne ludzkim uchem. Glowica aplikatora była zanurzona w wodzie i urządzenie emitowało dźwięk, który rozchodził w się w wodzie w sposób nader widoczny: jako drgająca fala, wprowadzająca wodę w zamęt, jeśli tak można to opisać.

      Idźmy teraz do hałasu. Docierające do nas dźwięki to cała gama fali od słyszalnej po niesłyszalną. Fala ta dociera do ludzkiego ciała, które na potrzeby opisu potraktujmy jako wór wypełniony płynem - wodą. Fala uderza w wodę i wywołuje w niej - no właśnie - niepokój, nieporządek, zamęt. Komórek w ludzkim ciele sa przecież miliony i w każdej z nich taka reakcja zachodzi pod wpływem uderzenia dźwięków. I w każdej z komórek dochodzi do zmącenia spokojnej tafli. Jeśli tyle nieporządku dzieje się jednocześnie w ciele - można sobie wyobrazić, jak bardzo potrzeba spokoju, by drżenia te wyciszyć i uspokoić ciało.

      Dochodzi do tego czynnik natężenia dźwięku, ale to wydaje się byc zbyt jasne, by to tłumaczyć.

      Ktoś zapyta: a co z muzyką, która uspokaja? Co z muzyką relaksacyjną? Co w hałasem naturalnym: wiatrem, deszczem, burzą nawet?

      Myślę tak: muzyka pisana przez geniuszy tudzież układana dla relaksu, uwzględnia być może nauturalność częstotliwości dźwięków tudzież aplikowana jest ciszej. Mam wrażenie, iż geniusz wielkich kompozytorów czuł, co jest a co nie jest dobrymi dźwiękami. A muzyka natury? Ona jest mądra i zna swoje dźwięki. Układa je na tyle mądrze, by nie szkodzić.

      Warto pamiętać o istocie dźwięków w zetknięciu z wodą włączając po raz kolejny radio, odtwarzacz czy telewizor. warto tez szukać spokoju w ciszy, ona uspokaja naszą wodę. A woda w nas, to my.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 maja 2012 14:45
  • czwartek, 03 maja 2012
    • Obserwacje śwąteczne

      Dziś kolejne święto, więc i sposobność do obserwacji większych grup. A te mają swoje prawa. Może stadne, ja nie wiem, ale z pewnością niedozastanawiane. Bo co powiedzą inni? Bo nie wypada? Bo t u nie wolno mówić głośno...

      "Uważaj, nie biegnij tak, bo rozbijesz kolanka"

      "Jak cie zaraz strzelę, to się nauczysz zachowywać w takim miejscu"

      "Weź ty się wreszcie uspokój"

      "Nie pędź tak, uważaj"

      itd itp...

      Ja rozumiem specyfikę miejsca (plac przed kościołem), ale czy to a ż tak trzeba? Proponuje zastanowić się, jak sami czuliśmy się, gdy nasze mamy lub tatowie, strofowali nas w ten sposób i co to dawało lub na jak długo. Nie mam przekonania,że ani te słowa, które kierujecie, drodzy rodzice, do swoich pociech ani ich ton a z pewnością nie sroga mina, która temu towarzyszy, wniosa cokolwiek w dobre ich wychowanie. Warto pomyśleć, co i jak czuje kilkulatek w tym miejscu, w którym niewiele jeszcze rozumie i czego może pragnąc bardziej od spokojnego wysiadywania w ławce przez prawie godzinę. Odrobina współ-odczucia wystarczy i kawałek mądrości. Z pewnością dadzą pogodzić ze sobą i to miejsce i tę aurę no i tę niecałą godzinę w życiu Waszej pociechy.

      Ktoś kiedyś powiedział (i co najciekawsze - cytuje się te słowa, ale chyba bez zastanowienia): "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie".

      I nie bylo tam slowa o cichych dzieciach tudzież niebiegających, siedzących spokojnie w ławce lub niemych wręcz, bo tego się od nich oczekuje. To moja skromna obserwacja, ale w ten sposób własnie rozpoczyna sie psucie ich dziecięcego mistrzostwa w lekkości wejścia w atmosferę takich miejsc. I zaczynają się oddalać, by po drodze do dorosłości zahaczyć może jeszcze o pełną coraz droższych prezentów komunię i...chyba wszystko. W ten sposób odrzuca się tych, których wręcz po imieniu tam Ktoś zaprosił. Myślmy o tym także t a m, a może przede wszystkim t a m. To miejsce zadumy, bądź co bądź.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 maja 2012 14:47

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny