gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • poniedziałek, 29 kwietnia 2013
    • Reklamy, reklamy...

      Chwilę temu jedna z radiostacji nadających muzykę klasyczną puściła reklamę kolejnego suplementu diety, tym razem czegoś z magnezem. "I Antoś od razu przestal być nieznośny i źle się zachowywać" Wystarczyło wziąć...

      Ręce załamać... Lekomania, na wszystko są leki, leczenie objawów, nawet takich, jak zachowanie dziecka, bierz dziecko, bierz, a będziesz zdrowe, szczęsliwe i spokojne...

      Obrzydliwe. Wszystko dla kasy. Własne dzieci można sprzedać...

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 kwietnia 2013 18:35
  • niedziela, 28 kwietnia 2013
    • W kwestii siadu na żabkę...

      Nie sądzę, by znawcy, bądź co bądź, istoty ruchu, dbałości o ciało i roli ciała człowieka w życiu człowieka byli ignorantami i fundowali swoim dzieciom wady kręgosłupa tudzież koślawienie kolan, jak to starają się nam wmawiać przeróżni mędrcy ortopedii polskiej.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 kwietnia 2013 21:31
    • Mapa pełna odpowiedzi / A map full of answers

      W badaniu i leczeniu dysfunkcji czynnościowych narządu ruchu, bardzo pomocnymi okazują się być mapy punktów podwyższonej wrażliwości, które wskazują na odnośny segment kręgosłupa czy też stawów krzyzowo-biodrowych.

      Zasada działania jest względnie prosta. Weźmy dwa z nich: S1 i S3. Praca z nimi, jako punktami decydującymi o wyborze kierunku zabiegowego, polega na ucisku jednego z nich i obserwacji reakcji. Jeśli punkt, dajmy na to S1, jest bolesny - uciskamy kość krzyzową na wysokości S3, utrzymując niezmiennie ucisk S1. Zmniejszenie odczucia bólu wskazuje, iż zabiegiem do wykonania na skb jest S3 brzusznie. Wybór pozycji tudzież techniki, pozostaje w gestii terapeuty. Jeśli ucisk S3 nasila wrażenie bólu, uciskamy kość krzyżową na wysokości S1 ii to powinno przynieść ulgę.

      Punkty wskaźnikowe są dość wygodne, muszę przyznać. One zazwyczaj stanowią ostateczną odpowiedź, co do wyboru kierunku zabiegowego, szczególnie w sytuacji mechanicznych wątpliwości. Trzeba pamiętać, iż ponad mechaniką ludzkiego ciała, która jest taka zwyczajnie fizyczna, stoi odruchowość i jej zasady a tu mamy do czynienia z niepoliczalną mnogością wzajemnych relacji pomiędzy tkankami, ich wpływów na siebie i mozliwości komunikacji.

      Zjawisko, o którym mowa, dotyczy wszystkich stawów ciała ludzkiego, nie tylko stawów miednicy czy kręgosłupa. Odejście od bólu / podrażnienia wskazuje na ten a nie inny kierunek leczenia.

      Rycina zaczerpnięta z publikacji Dvoraków wskazuje, na punkty wskaźnikowe dla segmentu oraz tzw. tendinozy, czyli stany podrażnienia przyczepów mięsni unerwionych w okreslownego poziomu kręgosłupa. Posiadanie w głowie takich map jest niezwykle pomocne w pracy i w pewnym sensie przyspiesza diagnostykę oraz leczenie. Polecam je równie mocno, co i myślenie w trakcie pracy :-)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 kwietnia 2013 15:53
  • sobota, 27 kwietnia 2013
  • piątek, 26 kwietnia 2013
    • Intuicja. Rozważania własne.

      Dziś nieco mniej technicznie, bardziej pójdę w rozważania o czymś tak bardzo niewymiernym, jak intuicja.

      Kilka dni temu w ręce mi wpadła ponownie książka Lauriego Hartmana pt. „Podręcznik technik osteopatycznych”. Przejrzałem ją w poszukiwaniu odpowiedzi na zadawane sobie od jakiegoś czasu pytanie i natknąłem się na podrozdział „umiejętność przeczuwania - „szósty zmysł””. Zatrzymałem się i przeczytałem tekst w pewnym sensie go odkrywając na nowo. Gdy nabyłem ten podręcznik, byłem nie specjalnie zainteresowany rozmyślaniem nad intuicją i tym, co gdzieś w sobie pielęgnując, dopuszczam wielokrotnie do głowu, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. O czym mowa?

      Relacja terapeuta pacjent jest interakcją, wymianą, dzianiem się pomiędzy dwoma istotami, osobowościami, ciałami i – jakkolwiek rozumianymi – energiami. To tak, jak z ludźmi w ogóle – z jednymi dogadujemy się łatwiej, inni nas w pewnym sensie odsuwają od siebie w sposób dla nas niezrozumiały a do innych kleimy się, jak dzieci, dobrze się z nimi gada i spędza czas, cieszą nas sobą. W gabinecie sprawa ma się w podobnie, czego jednak nie będę tu analizował, gdyż nie o tym traktuje ten artykuł.

      Po „przerobieniu” rękami iluś tysięcy ludzkich ciał, po wsłuchaniu się w ich częstotliwości, wgłaskiwaniu w oporującą skórę, wczuwaniu w naprężone mięśnie, wysłuchaniu iluś tysięcy historii zdrowotnych i osobistych, zaczyna się w głowie (a może nie do końca w głowie, a w ciele całym raczej?) układać pewien obraz, pozwalający na wstępne wyobrażenie sobie tego, jak będzie dany organizm reagował, jak silne lub delikatne bodźce zniesie, by proces leczenia odbywał się względnie pomyślnie, czego należy nauczyć tego czy tamtego człowieka, by zmieniać jego/jej nawyki ruchowe/emocjonalne itd. Nie chcę tu stwierdzić, że ma miejsce swoiste szufladkowanie, bo nie jest to najszczęśliwsze określenie, ale nie jest ono dalekie od rzeczywistości. Każdy bowiem jest w pewnej mierze podobny do kogoś jeszcze, nasze ciała mają swoją charakterystyczną topologię, pewną mapę, która pozwala poruszać się po ich obrębie z zamkniętymi oczami. Do tego dodajmy coś, co nazwać można darem. Darem empatii, wyobrażenia mechanizmów dysregulujących zdrowie, jakiejś własnej zdolności wglądu w stan osobniczy. To trochę, jak z muzyką: można grać na instrumencie poprawnie, ćwiczyć godzinami etiudy i zadawalać się tego efektem a można być artystą, którego wykonanie zachwyci nawet nieznających się na muzyce, gdyż „wgląd” w muzykę jest o wiele głębszy, bardziej z nią zgrany. Ksiądz Profesor Józef Tischner w Filozofii po góralsku, którą polecam z wieeelu względów, pisał, że „doktór to taki artysta, ino ze od ludzi, popuko, postuko, kołek prziciągnie i juz gro”. W tym rozczulającym opisie widać, jak bardzo harmonijność zdrowia człowieka daje się porównać do muzyki właśnie. Leczenie jest więc taką umiejętnością wysłuchania orkiestry, by móc powiedzieć , który trębacz nawalił i podjęcia się pracy z jego częścią. A może nawalać z przeróżnych powodów: zaspał, dziecko nie odrobiło lekcji, uciekł mu autobus rano, boli go brzuch, pokłócił się z panem w kiosku, zjadł coś niedobrego... O to warto wypytać, zanim przystąpi się do leczenia. Czasem trębacz nie chce powiedzieć lub się wstydzi. I zachęcić go można do tego dzięki własnej intuicji, podpowiadając pytająco: a może źle pan spał? A skąd pan wie??? Okazuje się, że leczący coś wie, czego nie powiedziałem, a trafia. Patrzy na mnie i coś czuje, coś wie. To prosty przykład, być może zbyt upraszczający temat, ale skoro muzyka i zdrowie mają tyle wspólnego, podałem taki.

      Profesor Hartman zwraca uwagę na dwa słowa, które nie powinny pojawiać się w myśleniu terapeutów: nigdy i zawsze. One wskazują na swoistą kostyczność empatii, zamykanie się na myślenie, a ono jest podstawą leczenia w ogóle. Oczywiście, „szósty zmysł” to także i niejednokrotnie żółte światło, jeśli nie czerwone, które rozbłyska w kontakcie z pacjentem. Mam wrażenie, że to jest także wynik swoistego dostrajania się do drugiego człowieka i stamtąd wewnętrzny lekarz pacjenta wysyła po prostu komunikat do mnie – nie dotykaj się tego, tam drzemie poważniejsza sprawa, odeślij pacjenta do szczegółowszej diagnozy itd. Przyznam szczerze: taki niesłyszalny podszept uratował mnie kilka razy od wzięcia się za terapię źle diagnozowanych chorych, u których rozpoczynała się już choroba nowotworowa. Nowotwory posiadają pewną zdolność wydzielania w człowieku odpowiednich reakcji, które w niczym nie przypominają niczego innego, poza sobą samymi. Są więc typowe dla tego rodzaju chorób. Warto na nie zwracać uwagę i wyczulać się na ich obecność, by nie popełnić nieodwracalnych w konsekwencjach błędów. Mam w związku z nowotworami jednak pewne przemyślenie: wiele dolegliwości, które towarzyszą tym schorzeniom, reagują poprawnie na terapię odruchową i nie popadłbym w paranoje lecząc takich chorych. Głosy, które kategorycznie stwierdzają, że leczenie rehabilitacyjne w nowotworach jest zabronione, gdyż niesie ze sobą ryzyko dostymulowania procesu chorobowego, wydają się nie zauważać, że my w ogóle żyjemy w środowisku wypełnionym bodźcami: od pola elektromagnetycznego sieci komórkowych, telewizji, radia, po następstwa prób atomowych, schemizowanie pożywienia itd. Jeśli terapia może poprawiać jakość życia chorego, mam wręcz obowiązek omówić ją z pacjentem i wspólnie dojść do wniosku, czy i jakimi drogami pójdziemy wspólnie. Nie dajmy się ponieść fantazji oczywiście i pilnujmy pewnego porządku, który nie pozwala leczyć przerzutów nowotworowych do kości zabiegami mobilizacji tudzież stawianiem baniek lub nagrzewaniem solluxem. Rozum powinien jednak współpracować z intuicją, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

      Intuicja to głos doświadczenia, pomnożony przez podstawy wiedzy, empatii i mojej własnej pamięci tkankowej, swoistego układania w sobie kolejnych godzin z pacjentami, ich historiami, postępami tudzież ich brakiem oraz wypadkową tychże, prowadzącą mnie w otwarty sposób ku kolejnemu człowiekowi. A ten ma swoją skórę, swoje mięśnie, swoją historię...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 26 kwietnia 2013 05:15
  • czwartek, 25 kwietnia 2013
  • wtorek, 23 kwietnia 2013
    • O równowadze ponownie słów kilka

      Tematy równowagi i kompensacji przewiją się przez moje artykuły w miarę często. Są bowiem elementami tego samego zjawiska. A jest nim właśnie równowaga lub nierównowaga, za którą opłatą jest kompensacja.

      http://gajowiec.blox.pl/tagi_b/15789/rownowaga.html

      Dziś o równowadze fizycznej. Spójrzmy więc na ciało człowieka w pionie.

       

      Przypomina w swojej konstrukcji dźwig, którego długie ramię obciążone jest masą Q (u czlowieka jest to ciężar ciała o d pionowej osi równowagi) a po drugiej stronie na krótkim ramieniu wiszą betonowe płyty, które mają za zadanie utrzymać dźwig w pionie. Im większa jest masa Q lub dłuższe ramię, tym bardziej dźwig narażony jest na pochylenie ku tejże masie lub/i złamanie wręcz. Kontrpracę musza wykonywac więc coraz cięższe płyty - w naszym przypadku łańcuch mięsniowo powięziowy, biegnący od samych stóp aż po czubek głowy.

      Odchylenie od pionu choćby o niewielką wartość (czytaj - pochylenie glowy wręcz), natychmiast włącza system utrzymania pionu, czyli mięsnie tylnej części ciała. Im dłużej trwa ten stan, tym bardziej sa one męczone, przeciążane, a ich naturalną formą obrony jest - co juz wiemy - po pierwsze ból, po drugie generowanie różnorakich reakcji pseudoorganicznych, odbijających się na ogólnym stanie zdrowia.

      Istotą zachowania luzu w plecach wydaje się więc (z miechanicznego li tylko punktu widzenia) zachowanie pionu. Co to oznacza? jest takie slowo-klucz: gracja. Im więcej jej w naszym ciele, im ono lżejsze swoją lekkością porruszania, tym lepiej. Tym mniej męczymy je i tym wdzięczniej, sprawniej i skuteczniej się poruszamy.

      Środek ciężkości ciała, umiejscowiony w miednicy, jest tym, czego płynne kontrolowanie pozwala na dobre przynajmniej władanie naszym ciałem. Rzut środka ciężkości ciała powinien padać na środek wielokąta utworzonego przez obrys naszych stóp, jakkolwiek je będziemy widzieć: w bezruchu, w marszu czy w trakcie innych ćwiczeń. Podczas chodu "rysuje" on na podlożu krzywą, dająca się zebrać w jedną główną - na poniższym rysunku oznaczona jest kolorem niebieskim.

       

       

      Warunki, o których mowa, są osiągalne. Warto pomyśleć o tym, jak stać, poruszać się, biegać w sposób jak najbardziej ergonomiczny i elegancki. Dotyczy to nas wszystkich bez względu na wiek, płeć, upodobania literackie tudzież status społeczny (;-)). Ciało lubi byc w równowadze, traktujmy je więc z czułością gracji.

      PS. Gracja: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gracja

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 kwietnia 2013 10:57
  • poniedziałek, 22 kwietnia 2013
    • Czy moje dziecko siedzi poprawnie? Kolejny mit idzie pod nóż

      Zatroskani rodzice przychodzą do mnie z pytaniem, które w linii prostej wynika z powszechnie panującego przekonania o nieprawidłowym siadzie w pozycji „na żabkę” czy jakkolwiek to nazwiemy. Idzie o siad na podłodze z kolanami ugiętymi a stopami skierowanymi na zewnątrz. 

      Rodzicom bezmyślnie powtarza się przeróżne nibypewniki, jakoby ta pozycja miała niszczyć kolana (cokolwiek to oznacza), psuć postawę (jeszcze lepiej) albo sprowadzić na dziecko wręcz kolejną plagę egipską.

      Odpowiedź jak zwykle tkwi w anatomii funkcjonalnej a więc w czynności stawów. 

      Stawy biodrowe, bo to znów o nich będzie mowa, są stawami kulistymi a więc ruch w ich obrębie można opisać jako obroty sfer względem siebie. Wycinek sfery, którym jest panewka, nałożony jest na wycinek kuli, którym jest głowa kości udowej i te względem siebie pracują. 

      Najbardziej interesuje nas ruch pod obciążeniem, gdyż ten stanowi dla ciała największe wyzwanie, jak to zazwyczaj.

      Ruchem zachodzącym w obciążeniu w biodrze jest rotacja wewnątrzna, połączona z przywiedzeniem i wyprostem. W chodzie, od momentu postawienia na podłożu stopy, głowa kości udowej z pozycji rotacji zew przechodzi do rotacji wewnętrznej. Hamowanie tego ruchu odbywa się ze strony mięśni rotatorów zewnętrznych, które wykonują pracę ekcentryczną. Ruch ten, o ile jest pełny i harmonijny, dociera do swoistej skrajni i wtedy stopa zostaje oderwana od podłoża, by cała kończyna przeszła w fazę lotu (przeniesienie ku przodowi z zakroku w wykrok) a następnie postawiona na podłoże ponownie i cykl się zamyka. 

      Jeśli staw biodrowy nie będzie posiadał prawidłowego zakresu rotacji wewnętrznej, krok będzie automatycznie skracany lub ten deficyt zostanie skompensowany obrotem stopy na podłożu. O kompensacji pisałem – w tym przypadku mowa o kompensacji wewnętrznej. Aby więc zachować prawidłowy wykrok oraz płynność zakroku i jego niebolesność, potrzeba jest swobodnej rotacji do wewnątrz. A ta będzie zachowana pod warunkiem swobocy aparatu więzadłowego oraz normy elastycznośći rotatorów zewnątrznych. 

      Dzieci w swoim mistrzostwie doskonale wiedzą, które ułożenie ich ciała pozwala na zachowanie zdrowia. Intuicja ich wewnętrznych lekarzy jest jeszcze zazwyczaj nie popsuta „poradami” dorosłych i to na nie należałoby patrzeć i od nich się uczyć zdrowego trybu życia i obchodzenia z własnym ciałem. Chciałbym wiedzieć, ilu z czytających ten tekst dorosłych potrafi usiąść na podłodze, jak dziecko, w pozycji „żabki” właśnie... 

      Mit o szkodliwości żabki: OBALONY

      Wbijanie im do głowy tych bzdur, gdyż tylko tak należy to nazwać, jest krzywdzeniem ich a przez to krzywdzeniem ich przyszłego zdrowia. Biodra tych dzieci tak długo zachowają swobodę pracy, jak długo nie będziemy zabraniać im siadać w parterze tak, jak to one czują – na „żabkę”, po turecku czy nawet po mongolsku, jeśli w ogóle taki siad istnieje. Uwrażliwiajmy więc wychowawców, przedszkolanki i wuefistów ale również samych siebie na swoistą wolność siadu naszych dzieci. Uczmy się od nich, naśladujmy je wręcz w miarę naszych poobkurczanych możliwości. A pewnego dnia okazać się może, że przestały nas boleć kolana a może nawet i..głowa. Dziwne? Spróbujcie...

      (co ciekawe: przeszukałem kawałek interenetu w poszukiwaniu artykułów na ten temat i wszystkie traktują ten rodzaj siadu jako nieprawidłowy)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 kwietnia 2013 22:23
    • Wdowi garb / Widow's hump

      O wdowim garmie pisałem już przy okazji typologii zawieszenia emocji w ciele, jak również przy tematyce złości, agresji, zaciskanych zębów oraz lęków.

      Dziś pokażę, jak tkanka skórna i podskórna potrafią przeistoczyć się w rzczywistą deformację, niejednokrotnie niezwykle trudną do wyleczenia.

      Co ciekawe, obraz kliniczny tego rodzaju, coraz częściej dotyczy nie tylko starych kobiet o tych czy innych rysach osobowości (od czego wzięto nazwę właśnie), ale coraz młodszych kobiet. Nakładają się na siebie nie tylko głeboko wryte w charakter cechy emocjonalności danej osoby, ale także wynikające z nich nawyki postawy, arogancja dla ruchu czy też brak spełnienia w relacji z drugim człowiekiem. Ta mieszanka, drążąca człowieka latami, musi zrobić swoje i przekształcić physis w jakąś karykaturę ciała. A stąd już krok do zmian strukturalnych, które nie poddają się leczeniu odruchowemu a więc są nieleczalne.

      Zdjęcie wyraźnie pokazuje pewną wspólnotę napięcia górnej części tulowia oraz rejonu podczaszkowego. One zazwyczaj tworzą parę zjawisk, złączonych łańcuchem patologii.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 kwietnia 2013 22:03

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny