gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • sobota, 30 marca 2013
  • czwartek, 28 marca 2013
  • środa, 27 marca 2013
  • sobota, 23 marca 2013
  • piątek, 22 marca 2013
  • czwartek, 21 marca 2013
    • Wiosna

      Pomimo, iż wiosny nadal jak na lekarstwo ( czy jest na to jakieś lekarstwo???), proponuję juz myśleć o niej na poważnie i - o ile jeszcze ktoś tego nie zrobił lub zaniedbał się zimowo - zacząć się znów ruszać.

      Każde tego typu przedsięwzięcie powinno byc poprzedzone rozważną analizą naszego obecnego stanu, kondycji, diety i tego, co pragniemy osiągnąć, podejmując wysiłek. Czy będzie to praca nad kondycją, czy nad mięsniami czy elastycznością... 

      Każdy powrót do sprawnośći tudzież jej zdobywanie "od podstaw", to dlugotrwała i żmudna niejednokrotnie praca, dla wielu zniechęcająca ale dla wielu bardzo mobilizująca. Warto pamiętać, że - zgodnie ze starym przyslowiem - każda podróż zaczyna się od jednego kroku.

      W moim przekonaniu, praca z cialem to przede wszystkim wiedza o jego budowie, funkcji oraz mozliwościach w nim tkwiących. To także wiedza o metodach treningowych, funkcji odżywiania w tym, co dzieje się na poziomie komórek wręcz no i także o regeneracji z wysilku, gdyz bez tego nie ma oczyszczania ciała z toksyn.

      Polecam Państwu lekturę, która z pewnością zainteresuje i pomoże w zdobyciu celu, do którego zmierzacie. Autor nie jest bynajmniej teoretykiem. Jego uwagi zawarte w książce poparte są doświadczeniem własnym, jak i pracą trenerską.

      http://wydaje.pl/e/181-dni-do-nowej-sylwetki2

       

      o Autorze:

      Tomasz Wisniewski, 3 dan Aikido Aikikai, z wykształcenia: mgr inż. informatyk. Posiada uprawnienia instruktora rekreacji ruchowej ze specjalnością: samoobrona (Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu 2005) oraz licencję instruktora Aikido (Polska Federacja Aikido 2006). 

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 marca 2013 16:54
  • wtorek, 19 marca 2013
    • Czy da się narysować chorobę?

      Jakiś czas temu na blogu umieściłem rysunek zdrowia i choroby. Narysowałem te dwa zjawiska w sposób, w który widzę ich wzajemną relację. Dziś narysuję chorobę i jej budowanie się w ciele człowieka (także umyśle).

      Choroba jest jak drzewo. Najpierw potrafi być ziarnem, pestką, szyszką, czymś, od czego zaczyna się jej wzrost. Jeśli pada na podatny grunt i zostanie podlana dobrym nawozem (okoliczności), zaczyna wypuszczać korzenie. Pojawia się pierwszy objaw choroby, który albo zwraca na siebie czyjąć uwagę albo i nie. Ludzie potrafią latami ignorować własną chorobę (podobnie jak choroby swoich bliskich) ze względów różnych. A to ze wstydu, bo przecież nie można o nich otwarcie mówić, gdy są to choroby dotyczące wnętrza człowieka, jego ducha, umysłu. A to dlatego, że to jest modne - któż bowiem zajmuje sie chorobami? hipochondryk? (http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipochondryk), mięczak? nadwrażliwiec? no przecież to wstyd...

      Gdy drzewo wzrasta dalej (choroba sie rozwija), ma coraz mocniejsze korzenie, które wpuszcza coraz głębiej, które je odzywiają i wzmacniają. Coraz trudniej wyrwać drzewo (wyleczyć). Korzenie zajmują cortaz większą przestrzeń w środowisku, które penetrują a samo drzewo staje sie powoli domem dla nowego życia - ptaków, kun, robaków... Powstaje nowa rzeczywistość, która kieruje sie swoimi wewnętrznymi zasadami, nijak nie mającymi sie do tego, czym drzewo bylo na początku.

      Tak jest z chorobą. Tocząc czlowieka, staje się swoistym pasożytem, ktory czerpie ze swojego żywiciela i także tworzy własny świat, własną logikę. Ludzie chorzy potrafią żyć chorobą, czerpać z niej ale także ona potrafi zawładnąć nimi, ich ciałami i umysłami, całkowicie przesłaniając prawdziwą rzeczywistość, która ich otacza.

      Drzewo w pewnej chwili nie nadaje się juz do wyrwania (choroba do stopniowego leczenia) a jedynie do ścięcia. To jest zazwyczaj operacja tudzież inna droga drastycznego rozwiązania problemu. Pozostaje pień i korzenie. Jeśli zależy nam na odzyskaniu tej części świata w calości, usuwamy korzenie i pień. Powstaje wielka dziura. Jakże zmieniło sie środowisko, w którym rosło drzewo... Pozostaje zrobić coś jeszcze z dziurą, która aż wyje. Zasypuje się ją nową, inną ziemią. Patrz: zagospodarowuje się biologię człowieka w sposób, ktory pozwala na przebudowę rzeczywistości ciała/ducha, z tą różnicą jednak, że nie trwa to tak szybko, jak zasypywanie dziury po wyrwanym drzewie... Powstaje pytanie: czym i jak zasypać dziure w człowieku po wtyrwanej chorobie? Po tym czymś, co trwało tyle lat, wykształciło swoją formę, czerpało soki, zapuszczalo korzenie. Jest to niezwykle żmudny proces, który potrafi trwać latami własnie, odwaracając to, co działo sie do momentu cięcia.

      Podobnym procesem jest budowanie muru z cegieł. Obraz muru bardzo "podchodzi" mi do obrazu chorób psychicznych, które rządzą sie bardzo swoimi prawami i odgradzają chorego od świata, tworząc nieprzepuszczalną dla nikogo i niczego warstwę. I to nie jest bynajmniej warstwa ochronna... Wszystko zaczyna się od jednej cegły, która jednak potrzebuje fundamentu. Tym fundamentem zazwyczaj są warunki rodzinne, relacje domowe, wydarzenia z okresu ksztaltowania się osobowości ale także dziedziczenie. Zjawiska typu utrata bliskich, aborcje, zaginienia, odciskują sie na rodzinach zazwyczaj mocnym piętnem, stanowiąc mocny fundament do wielu nieprawidlowości, czytaj: chorób.

      Cegła po cegle, tworzy się mur. Wiązany spoiwem, które go utrzymuje. Spoiwem jest mechanizm samej choroby, czyli jej cechy charakterystyczne, jej wlasny dynamizm. Weźmy paranoje (http://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_urojeniowe), psychopatie (http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychopatia), psychozy (http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychoza), nerwice (http://pl.wikipedia.org/wiki/Nerwica), pieniactwo, zakorzenioną nienawiść, schozofrenię, depresję (http://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_depresyjne#Depresja_du.C5.BCa) i tym podobne. Wiadomym jest, jak bardzo swoimi zasadami kierują sie te choroby i jak bardzo nieprepuszczalne są one dla innych. Dla słów, obrazów, tłumaczeń. Wszystko jest za murem. Im wyższy mur, im dłużej trwa jego stawianie, tym mniej zza niego widać, tym bardziej wytwarzana jest własna rzeczywistość, z własnym, ceglanym horyzontem.

      Mur mozna próbować rozbierać, cegła po cegle, ale to trwa. To jest działanie leków oraz psychoterapii liniowej. Mur mozna zburzyć, wprowadzając do działania urządzenia burzące lub trotyl. Po wybuchu pojawi się kurz, pył i nic nie będzie widać przez jakiś czas ale gdy to opadnie - zauważa się, że świat poza murem ma inne, niż ceglane, barwy, że życie tam toczy się inaczej, niż dotąd się wydawało i że kupa gruzu, która leży wokoło, jest pewną ceną, którą chory musiał zapłacić za trwanie w chorobie. Tym bardziej, że schorzenia te dają sie leczyć. Wystarczy się prtzyznać, iż potrzebuje się pomocy i wyciągnąć rekę do tych, którzy otwarcie wskazują na problem a nie przerzucać na świat winy za swój stan. Zburzonym murem potrafi być rozpad małżeństwa, utrata bliskiego człowieka, rozpad wyobrażeń o sobie, co powoduje, iż chory traci całkowicie orientację i nie wie, jak wybrnąć zza sterty zawalonych cegieł. Uprzatnięcie gruzu pozwala wyjść "do świata", rozejrzenie się i zapytanie o pomoc, o drogę, o to, co mozna dalej, jak sobie radzić w "nowym". Niewątpliwie jest to trudne ale wykonalne. Przebudowa rzeczywistości po zawaleniu się muru w duzym stopniu zależy od wsparcia otoczenia, gdyż chory/już nie chory pozostaje sam ze soba i nowym światem, którego nie zna, którego potrafi się lękać i w który boi się wejść.

      Każda choroba daje się porównać do takich mechanizmów. Nie mówię tu o urazach, gdyż te kierują się innymi zasadami.

      Każda choroba, poprawnie odczytana, na którą zareaguje się odpowiednio wcześnie, pozwala się leczyć. Byle zdążyć ze słuchaniem tego, co mówi ciało, umysł, zachowanie, ból... A słuchanie najlepiej wychodzi w ciszy, której tak bardzo brakuje dzisiejszemu człowiekowi. Sluchajmy tego, co mówi ciało. Ono ma zawsze rację.

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 marca 2013 09:43
  • czwartek, 14 marca 2013
    • Czy wiecie, że...

      Nazwa kość krzyżowa, wielokrotnie określana skrótowo krzyżem, pochodzi z łacińskiego słowa sacer - oznaczającego błogosławiona/błogosławiony. Była ona jedyną, która pozostawała po spalaniu czarownic na stosach średniowiecza i jako taka właśnie, musiała zostać błogosławiona święconą wodą, by czar i całe zło odeszło i nie zagrażało żyjącym.

      *

      The sacrum derives its name from the latin word sacer meaning sacred. It is thought that the sacrum was the only bone to be preserved following the burning of a witch and as such must have been sacred. Fryette credits the ancient Phallic Worshipers for naming the base of the spine the Sacred Bone.

      za: Diane Lee, The Pelvic Girdle, An approach to the examination and treatment of the lumbo-pelvic-hip region., Churchill Livingstone, 1989

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 marca 2013 14:15
    • Tina pyta, ja odpowiadam

      Tina poprosiła o kilka uwag w kwestii radzenia sobie z bólem...

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 marca 2013 12:07
  • środa, 13 marca 2013
    • Takie informacje gdzieś giną ... / That news just hide in the crowds...

      Z wielką przykrością napotkałem przed momentem wiadomość o śmierci Johna Upledgera, współtwórcy i ducha Instytutu Upledgera na Florydzie. Człowiek, który wywracał ludzkie widzenie zdrowia do góry dnem a zarazem ujmował swoja otwartością na dyskusję, na świat, na innych. Do dziś na półce w moim gabinecie stoi jego zdjęcie z podpisem: dla Bartka - papa John. Trzymaj się t a m, gdzie nie ma już bólu, z którym trzeba się zmagać wszelkimi metodami, także "na gołe ręce".

      http://upledger.com/content.asp?id=246

      I am so sorry to read the news of John Upledger passaway. He was the spirit and creator of Upledger Institute, Florida. The man whose visions flipeed many people's imagination upside down. So open to controversy, other people, the world. I still keep his photo in my practice, signed: to Bartek - papa John. Take care thee where there is no struggle with pain, even if it is a bare hands strife...

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 13 marca 2013 23:31

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny