gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • piątek, 30 marca 2012
    • Biodra, biodra, biodra..i znów biodra, a długotrwałe siedzenie.

      Biodra, biodra i znów biodra. Nie sposób nie wskazać na fakt, iż one, jako jedne z kilku elementów narządu ruchu, niezwykle cierpią z powodu przebywania przez nas w pozycji siedzącej. Dlaczego tak się dzieje i co z tym warto robić?

      Biodra stworzono do dużych zakresów ruchu, do ruchu w ogóle oraz do dużej elastyczności. Ich budowa, wielokrotnie na to wskazywałem w tekstach na blogu, umożliwia im znoszenie wielu długotrwałych obciążeń, ale także - jak to we wszystkim - ta zdolność ma swoje granice. Brak w naprzemienności ruchu, stacjonarność napięć i nieelastyczność powodują, iż mięśnie bioder zaczynają wpadać w zasadzkę swojej kurczliwości i siły. Zaczynają się przykurczać i nie robią tego w sposób przypadkowy a zgodnie z pewnym schematem zwanym wzorcem torebkowym. Oznacza to, że obkurczają się one wokoło biodra w sposób sekwencyjny, następowo jeden po drugim, aż stworzą swoistą konstrukcję widoczną jako przykurcz stawu.

      Pozycja siedząca spełnia praktycznie wszystkie warunki do tego, by powodować obkurczanie się mięśni wokół biodra - jest bowiem zgięciem biodra i jest rotacją na zewnątrz, co absolutnie wystarczy do rozpoczęcia procesu. Biodro w zgięciu i rotacji zewnętrznej czuje się w pewnym sensie "najwygodniej", aczkolwiek jest to pozycja nadzwyczaj dla niego zgubna.

      Wyliczałem już wielokrotnie potencjalne następstwa nierównowagi i nieelastyczności bioder więc wystarczy sięgnąć do wcześniejszych tekstów o biodrach. Co więc należy robić, by ratować własne biodra przed niepotrzebnymi problemami?

      Warto znać ich anatomię, choćby pobieżnie. Warto znać charakterystykę mięśni, które je otaczają. Warto wiedzieć, co powoduje ich reaktywność. Warto znać odpowiedni ćwiczenia, dzięki którym będzie się im zapewniać zdrowie. I po to wszystko - zapraszam wszystkich siedzących :-)

      Biodra potrafią się odegrać za ich złe traktowanie, ale także potrafią z największą wdzięcznością i czułością podziękować za dbanie o nie. Warto...

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 30 marca 2012 12:21
  • środa, 28 marca 2012
  • czwartek, 22 marca 2012
    • Hikari Fizjoterapia

      Z radością pragnę poinformować, iż działalność, którą prowadzę, przyjęła nazwę HIKARI FIZJOTERAPIA Bartłomiej Gajowiec.

      ***

      I announce that my physio practice has worked under the name of HIKARI FIZJOTERAPIA for several days now.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 marca 2012 16:50
  • wtorek, 20 marca 2012
    • Wewnętrzny lekarz

      Każdy z nas ma w sobie lekarza. Tę mądrość, która intuicyjnie wie, co dla jego zdrowia jest dobre a co złe. Najwyraźniej widoczne jest to u dzieci, potem wkraczaniu w dorosłość zazwyczaj towarzyszy uciszanie tego wewnętrznego głosu. O czym mówię? Już tłumaczę.

      Spójrzmy na niemowlaka, tudzież małe dziecko, które zje coś "niedobrego" - kwestią  czasu są wymioty lub biegunka. Spójrzmy na dziecko, któremu nie smakuje danie z talerza - zrobi wiele, by tego dania nie jeść i nie jest to tylko powodowane grymaszeniem lub "nie, bo nie" lub bo jest zielone czy pomarańczowe. Spójrzmy na dziecko, które nie dospało nocy - będzie wymagało drzemki lub wręcz długiego snu za dnia, by nadrobić straty.

      Spójrzmy na przeciętą skórę - przy nawet głębokich ranach, wiadomym jest, iż wcześniej czy później rana się zagoi. Spójrzmy na naderwane ścięgno - w jakimś czasie, właściwym sobie, zagoi się, zabliźni i będzie nadal działać, jako ścięgno. Spójrzmy na mózg, który dotyka wylew - podjęta po tej miejscowej katastrofie akcja ratunkowa wymusi na mózgu poszukiwanie nowych rejonów, których funkcją można przynajmniej w przybliżeniu zastąpić utracone pola mózgu. Spójrzmy na złamaną kość - zrośnie się siłą swoich osteoblastów.

      O czym mowa? O tym, że nasze organizmy są tak wymyślone, by utrzymać się na jak najwyższym poziomie funkcjonowania, w sprawności i bezbłędnej płynności pracy układów. Bez względu na wszystko.

      Co robi dorosły, gdy zaczyna doskwierać mu niestrawność? Weźmie lek. Co zrobi, gdy postawią mu coś do zjedzenia, czego intuicyjnie nie chce jeść - zje, bo wypada. Co zrobi, gdy nie dośpi nocy - wypije osiem kaw i red bulla, by nie paść na nos w pracy i nie nawalić gdzieś po drodze, bo świat nie pozwala na niedoskonałość. Spójrzmy na przeziębionych - nie wymienię tu nazw "leków", które podtyka się im z rzekomą gwarancją "załatwienia problemu" migiem, zamiast pomyśleć o pracy z naturalną odpornością ciała. Kilkudniowe zaparcie zmusi raczej do sięgnięcia po chemię, niż naturalnych form udrażniania jelit oraz ćwiczeń ruchowych. Bolące stawy - z miejsca kolejny suplement, który ma zrobić pstryk i uwolnić staw od bólu czy opuchlizny. Bolesne mięśnie - wystarczy posłuchać kolejnej reklamy o rozgrzewających plastrach.

      Wymieniłem tu jedynie "fizyczne" aspekty zdrowia czy choroby, a nie wspomniałem o emocjonalności. Kierują nią podobne mechanizmy, które ciało akceptuje lub nie, które są dla wewnętrznego lekarza do przyjęcia lub nie.

      Co z tego wynika? Przeszkadzamy naszej wewnętrznej mądrości, dzięki której nasz gatunek dotrwał do dziś. Robimy tak wiele, by pod wpływem reklam, podpowiedzi "znawców medycyny" czy innych "specjalistów", brać coraz to nowe leki i suplementy, rzekomo pozytywnie wpływające na nasze zdrowie.

      Wielokrotnie zadaję pytanie-klucz: "na co Pani/Pan jest chory? co Pani/Panu najbardziej dokucza w życiu? co jest dla Pani/Pana zdrowia najbardziej krzywdzące?" Jeśli pochylimy się nad tymi pytaniami i odpowiemy sobie na nie zgodnie z intuicją naszego wnętrza - pozwolimy przemówić wewnętrznemu lekarzowi. Nie ma co się okłamywać - o n akurat wie lepiej.  Usłyszymy odpowiedź i co dalej? Warto zastanowić się, co możemy zyskać , a co tracimy, robiąc mu wbrew, tłumacząc na wiele sposobów, dlaczego nie zmieniamy naszego stylu zycia. Dotyczy to przecież tego, jaką jakość zapewniamy sobie w życiu, jak funkcjonuje nasz organizm, jak sie regeneruje, jaką sprawnością dysponuje - fizyczną i intelektualną, jakie potencjalne schorzenia może "złapać" w bliższej lub dalszej przyszłości. Myślenie o tym nie boli. Wystarczy słuchać wewnętrznego lekarza, naszego zdrowotnego sumienia. Powodzenia w rozmowach!

      ***

      Nadeszła wiosna: polecam pamięci Państwa zabiegi bańką, które oddziałując na układ odpornościowy, mogą pomóc przejść wiosnę "suchą stopą", nie zanurzając się w niepotrzebne przeziębienia.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 marca 2012 08:53
  • czwartek, 15 marca 2012
  • piątek, 09 marca 2012
    • Biodra a oczy.

      Kilka wpisów temu padło pytanie, czy biodra mają jakikolwiek wpływ na oczy. Temat dojrzał do odpowiedzi. A więc: biodra mają wpływ na oczy, co tylko potwierdza ich nadrzędność odruchową w stosunku do pozostałych elementów ciała.

      Po kolei...

      Oczy sterowane są za pomocą mięśni. Krótkich, maleńkich, ale mięśni. Podlegają one wszystkim regułom, którymi podlegają inne mięśnie ciała, a więc: przykurczom, zmęczeniu, zwiotczeniu. Unerwiane są ruchowo przez nerwy 

      • odwodzący  (CN VI - nerw czaszkowy VI) unerwia mięsnie proste zewnętrzne,
      • okoruchowy  (CN III - nerw czaszkowy III) unerwia mięsnie proste przyśrodkowe, także górne i dolne oraz dolny skońy.

      Nerwy unerwiające mięśnie oka przedostają się w światło oczodołu przez niewielkie otwory w czaszce tudzież w szparach utworzonych przez płyty kostne. Inaczej mówiąc - przechodzą przez szwy czaszki. Przykładowo: nerw okoruchowy penetruje przez światło otworu pomiędzy większymi i mniejszymi skrzydłami kości klinowej.  A ta, jak wiadomo, stanowi jeden z bloków kostnych budujących podstawę czaszki, czyli jej fundament.

      Do kości klinowej od wewnętrznej strony, przyczepione są włókna zarówno sierpu mózgu, jak i namiotu móżdżku, a więc podstawowych struktur regulujących kształt głowy od wewnątrz. Tak można to w skrócie opisać, nie wdając się w większe kaznodziejstwo na ich temat. Czyli mamy tu miejsce spotkania obu faz pracy głowy w związku ze zwiekszaniem i zmniejszaniem sie objętości płynu mózgowo-rdzeniowego w obrębie czaszki. Jeśli kości czaszki są wolne od ograniczeń ruchowych powodowanych dajmy na to nadmiernymi napięciami mięśni przyczepionych do głowy tudzież są wolne od ograniczeń powodowanych przez zablokowane szwy - mamy spełniony pierwszy warunek normalnej pracy głowy. Jeśli nic nie powoduje nieprawidłowych napięć struktur opon mózgowych (a więc sierpu i namiotu właśnie) - mamy spełniony drugi warunek. No i teraz kłaniają nam się biodra...

      Opony mózgowe przechodzą płynnie w opony rdzeniowe, które stanowią swoisty rękaw ochronny dla rdzenia usytuowanego w kanale kręgowym. Chronią go, zabezpieczają płyn mózgowo-rodzeniowy przed wyciekaniem poza swoje światło oraz - w warunkach prawidłowej pracy ciała - przesuwają się, ślizgając w świetle kanału, nadążając za ruchami tułowia, głowy i bioder. Muszą także być na tyle "luźne", by móc reagować na naprężenia płynące z nerwów obwodowych, których korzenie przechodzą przez specjalne "rękawy oponowe" wyprowadzające je z rdzenia na obwód.

      Kość ogonowa wraz z krzyżową stanowią dystalny kompleks umocowania opon rdzeniowych i to one są odpowiedzialne za "zbieranie" wszelkich nieprawidłowości z dołu ciała. Poczynając od:

      1. napięć dna miednicy: dźwigacz odbytu, reagując na mnóstwo naprężeń emocjonalnych, pociąga kompleks kość krzyżowa/ogonowa ku przodowi, czym zmienia naprężenie struktur oponowych, wymuszając jakąś reakcję ciała, czasem niezwykle odległą,

      2. napięć mięśni głębokich i powierzchownych biodra:

      - mięsień pośladkowy wielki przykurczony jednostronnie skręca kość krzyżową, wymuszając kompensacyjną torsje w obrębie opon, przykurczony dwustronnie ogranicza pracę kości krzyżowej i upośledza swobodną i rytmiczną odpowiedź ciała na puls czaszkowy,

      - mięsień gruszkowaty: jego nadmierne naprężenie (jeden z częstszych stanów okolicy biodra, szczególnie u osób dużo siedzących) potrafi na tyle zmieniać pracę systemu oponowo-czaszkowego, że dociera do połączenia kilnowo-podstawnego, czyli najważniejszego miejsca czaszki; tym samym całej czaszki i wszystkiego, co leży w jej obrębie,

      - mięsień biodrowy: pochylając podstawę kości krzyżowej ku przodowi, pociąga ku dołowi worek oponowy, docierając tym samym do podstawy czaszki do otworu wielkiego kości potylicznej, wpływając na jej ułożenie względem kości klinowej.

      W ten sposób można dokonać analizy wpływu każdego mięśnia miednicy. Spróbuję teraz ogarnąć to, co napisałem w podsumowanie i pokazać wpływ bioder na oczy.

      Czaszka jest tworem niezwykle wrażliwym na zmiany naprężeń tkanek nią zawiadujących, zarówno od zewnątrz (mięśnie żucia, szyi) jak i wewnętrznie (system oponowy). Asymetria napięć ciała, objawiająca się dominacją jednej strony, jest wychwytywana przez ten niezwykle wrażliwy detektor. Stan taki zmusza głowę do "odpowiedzi. Są nią z reguły różne deformacje, które - nawet jeśli nie są zauważalne gołym okiem - istnieją i stanowią wstęp do pojawiania się przeróżnych dolegliwości. Dolegliwości te leczone jedynie "po objawach", pozostaną niewyleczalne ze względu na ich przyczynę, której szukać należy zgoła gdzie indziej, niż w objawach właśnie. Reakcjami głowy potrafią być: ból, zaburzenia równowagi, skupienia, rozkojarzenie, szumy w uszach, drętwienie języka, a także zaburzenia wzroku - niemożność skupienia spojrzenia, "uciekanie" oka na zewnątrz, wrażenie przyciemnionego obrazu...

      Im dłużej lub mocniej trwa naprężenie tkanek okołobiodrowych, tym łatwiejsze jest generowanie asymetrii napięć mięśni stanowiących o płynnej obsłudze ruchowej galki ocznej. Dzieje się to zarówno poprzez upośledzanie pracy nerwów zawiadujących oczami, a w rezultacie tego - mięśni obsługujących gałkę oczną ruchowo.

      Odważę się stwierdzić, że wszelką terapię oczu obejmującą problemy, o których wspomniałem powyżej, należałoby rozpocząć od dokładnej analizy stanu bioder i miednicy. Po uporządkowaniu tego, co tam znajdziemy, można przystępować do leczenia objawu - dolegliwości oka, choć może się okazać, że nie będzie to już konieczne, gdyż zniknęły powody dla tej nieprawidłowości i oko nie wymaga leczenia.

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 09 marca 2012 12:56
  • środa, 07 marca 2012
    • Blizny

      Pojawiła się potrzeba napisania o bliznach. Co jakiś czas konfrontuję się z nimi i wychodzi na to, że w światku medycznym nie ma żadnej praktycznie świadomości tego, czym jest blizna, co potrafi wywoływać i dlaczego warto nad nią pracować. No i jak.

      Wydaje się to zapewne dziwne, bo blizny - szczególnie w ortopedii - są wszechobecne przecież. A jednak...

      Czym są blizny? Śladami po nożu chirurgicznym po prostu. A szerzej - miejscem, w którym normalna ciągłość tkanki została przerwana i koniecznym było jej "sklejenie". Podczas każdego cięcia, uszkodzeniu ulegają także naczynia krwionośne, jakkolwiek niewielkie by były. Krew przedostaje się poza ich obręb, tworząc wynaczynienie czy tez wybroczynę, jakkolwiek to nazwiemy. Jeśli nawet zebrana ssakiem podczas zabiegu, w niewielkiej części pozostaje w polu operacyjnym i...no własnie. I co?

      1. stanowi dla organizmu bodziec do zwrócenia się z gojeniem ku miejscu, w którym pozostała krew,

      2. podczas jej usuwania przeistoczyć się może w:

      - zwapnienie,

      - zwłóknienie,

      - może zostać usunięta bez śladu.

      Procesowi usuwania towarzyszy zazwyczaj coś w rodzaju stanu zapalnego w miejscu, wysięku, reakcji dowodzącej, iż dzieje się tu jakaś walka. I to jest moment, w którym elementy gojące się narażone są na poklejenie z sąsiadami. Z jakimi sąsiadami? Ano z powięziami leżącymi tuz obok. A to z konkretnym narządem? A to w obrębie narządu.... Itd.

      Miejscem, które narażone jest mocno na zrośnięcie się z podłożem, jest otwór z nicią. Ona będąc ciałem obcym, nieustannie drażni otoczenie. Pomimo pewnej doskonałości obecnie produkowanych nici, pozostają one jednak czymś zewnętrznym.

      Co więc robić, by nie doszło do komplikacji wynikających z nieprawidłowo zachowującej się blizny i dlaczego warto nad nią pracować od początku jej powstania?

      Nie mówię teraz o bliznach niekłopotliwych, które swobodnie przesuwają się, nie dają bólu itd. Powiem o tych, które wynikają z zaniedbania czy to pielęgniarskiego czy też rehabilitacyjnego i stają się tym samym komplikacją pooperacyjną. 

      Blizna potrafi boleć sama z siebie. Promieniować bólem. Współtworzyć łańcuch reakcji wegetatywnych, objawiających się zaburzeniami wzroku, równowagi, czucia itd. Potrafi siać spustoszenie w najbliższym otoczeniu, ale i odległych miejscach ciała.

      Blizny się powinno mobilizować do ruchu tj. przesuwać je odpowiednio we wszystkie strony od momentu, gdy miejsce po zabiegu zostaje zszyte. Wykonywanie tego delikatnie, nie naruszy ciągłości szwu, a pomoże zapobiec wielu niepotrzebnym następstwom. Blizny się kłuje, o ile generują ból z punktów w swoim obrębie. Co ciekawe - zabieg pokazuje od razu kierunek dolegliwości pochodzenia odbliznowego właśnie i wnosi natychmiastową ulgę.

      Blizna przyrośnięta do podłoża ogranicza pracę stawów, utrudniając, a wręcz uniemożliwiając osiągnięcie zadowalającego efektu leczenia. Najtrudniejszymi bliznami są te, które leżą na stawach nie okrytych niczym więcej, poza skórą, jak kolano, łokieć, nadgarstek itd...

      Pilnujmy więc blizn, by nie stały się udręką i przeszkodą w powrocie do zdrowia.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 07 marca 2012 11:42

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny