gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • środa, 25 listopada 2015
    • Mój wkład w niedzielne spotkanie na konferencji Well U

      W ostatnią niedzielę miałem zaszczyt i wielką przyjemność mówić o pierwszych swoich doświadczeniach z produktami Well U, które wprowadziłem niedawno do arsenału moich narzędzi pracy z przeróżnymi dysfunkcjami. Opowiedziałem o swoich osobistych odczuciach ze stosowania tych produktów ale i opisałem kilku pacjentów, którzy podjęli się suplementacji swojego organizmu.

      Największe poruszenie wywołał chyba fragment o wzajemności pamięci tkankowej i wody strukturalnej wykorzystywanej do produkcji choćby opisywanych na tym blogu kilkanaście dni temu napojów peptydowych. Dla mnie wielką wartość miały przede wszystkim te informacje, które dotyczyły pozytywnych skutków gojenia się takich schorzeń i dolegliwości, przed których aktywnością medycyna oficjalna staje bezradnie z rozłożonymi rękami. Mowa tu choćby o zaburzeniach funkcjonowania naczyń w przypadku cukrzycy.

      Cieszę się na dalszą współpracę, a o efektach pracy z pacjentami będę tu regularnie informował.

      Zainteresowanych produktami (także nowo wprowadzonym Revicol Albumina Plus zapraszam do wejścia w link: https://hikari.wellu.eu/

      W razie jakichkolwiek pytań - służę pomocą, by produkt przez Państwa wybrany odpowiadał Waszym oczekiwaniom, ale był maksymalnie skuteczny w sytuacji, w której jesteście.

       

      12304329_722828517847885_3142956961746400400_o

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 25 listopada 2015 16:50
    • Najbliższa sobota jest dniem pracy gabinetu

      Z przyjemnością informuję, iż w najbliższą sobotę gabinet działa, czeka na potrzebujących. Jak zawsze proszę o kontakt pod nr 602 786988 lub mail gabinet@gajowiec.pl

       

      Zapraszam!!!

       

      *

       

      This Sat is a regular working day for me, feel free to call for appointments on 602 786 988 or mail me gabinet@gajowiec.pl

       

      See you soon!!!

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 25 listopada 2015 16:01
  • niedziela, 22 listopada 2015
    • Alienacja rodzicielska - powszechne zjawisko widziane oczami fizjoterapeuty

      Dziejące się powszechnie a skrzętnie ukrywane przed świadomością otoczenia zjawisko ALIENACJI RODZICIELSKIEJ polega na działaniach tzw.rodzica kontrolującego (będziemy nazywać go alienatorem) oraz ludzi wspierających go (nazwiemy ich tu Drużyną Alienatora) mających na celu całkowite zniszczenie relacji pomiędzy dzieckiem a rodzicem, który ze względu na ustalenia systemu sądowego jest zazwyczaj "rodzicem weekendowym" lub - jak się go niejednokrotnie określa - "rodzicem drugoplanowym"

      Alienacja Rodzicielska jest przemocą psychiczną względem dziecka, druzgocącą dziecięce serce istoty, która po prostu kocha oboje rodziców, wypaczającą model relacji międzyludzkich w rodzinie, poczucie bezpieczeństwa a w ostateczności - osobowość rosnącego człowieka. Wpaja mu w podświadomość lęk, arogancję, świadomość, iż można manipulować ludźmi i bawić się ich emocjami, nie licząc się z ich następstwami.

      Ale po kolei.

       

      Aktorzy

      - Dziecko znajdujące się pod stałym wpływem alienatora, mieszkające z nim pod jednym dachem, ufające mu, kochające go,

      - rodzic, względem którego stosowane są manipulacje dzieckiem,

      - alienator i jego drużyna (rodzice, krewni, znajomi zjednoczeni pod flagą wspólnego prania mózgu dziecku),

      - otoczenie dziecka (przedszkole, szkoła, koledzy).

       

      Sceną dziejących się wydarzeń są miejsca, w których toczy się życie dziecka.

       

      Metody stosowane przez alienatora celem osiągnięcia celu (izolacja drugiego rodzica, wzbudzenie w dziecku niechęci do jakichkolwiek kontaktów, wzbudzenie w dziecku poczucia. iż drugi rodzic jest gorszy, mniej wartościowy a kontakty z nim są jedynie stratą czasu i powodem do irytacji oraz przykrości wyrządzanej kontrolującemu rodzicowi) obejmują trzy zasadnicze grupy zachowań. Trwające zazwyczaj latami, stają się dla dziecka codzienną karmą, rzeczywistością, którą identyfikuje, jako jedyną w świecie (nie zna innej lub jej po prostu nie rozumie w kontraście z codziennością), a co za tym idzie - skuteczność tych poczynań jest niezwykle skuteczna. Kropla drąźy skałę, układanka mozaiki w głowie dziecka oraz makabryczna gra jego emocjami (poczuciem winy względem rodzica kontrolującego, ale i rodzica, w którego kierowane są te działania) - przynosi oczekiwane efekty.

       

      Spójrzmy na mechanizm trzech metod działania alienatora i jego drużyny:

      1. "widzisz, co się dzieje, gdy on jest" - powtarzane, jak mantra, wskazuje na negatywność zdarzeń i emocji, z którymi  styka się dziecko i które przeżywa w sytuacji pojawiania się drugiego rodzica: przykładów tego jest wręcz niepoliczalna ilość: "nie zadbał o ciebie i znów wróciłeś przeziębiony, znowu muszę brać wolne i siedzieć przy tobie, wszystko przez niego", "czemu jesteś taki brudny? nie dba o ciebie,, zobacz, jak my dbamy", "znów zginęła ta droga zabawka, którą zabrałeś do niego, nie zabieraj już żadnych, bo - sam widzisz - giną i więcej ich nie będziesz miał", "kupiłam ci taką ładną czapkę i zobacz - zabrał ci ją, muszę się dopraszać, by n a m ją oddał", niejednokrotnie prowokowane są przeróżne awantury podczas przyprowadzania dziecka do domu alienatora lub podczas podejmowania dziecka stamtąd, bierze w niej udział alienator oraz jego otoczenie, robione są w ten sposób, by widzieli je lub słyszeli sąsiedzi, potencjalni świadkowie "niezrównoważonych zachowań drugiego rodzica" itd.). Wywoływane są w dziecku emocje, które podlewane paliwem komentarzy, ckliwych pożegnań, rosną do rangi dramatycznych rozstań we łzach, rozpaczy, bo dziecko odchodzi od kochających go ludzi a idzie z p r o b l e m e m, który trzeba usunąć. Burzliwość tych zdarzeń w oczach dziecka staje się powodem złego samopoczucia pozostającego w domu rodzica, jego bliskich a powodem tego jest ono właśnie, gdyż idzie z tym drugim. Budzi się w nim poczucie winy, które nie daje się niczym racjonalnie ani wyjaśnić ani usunąć. Jest coraz głębsze i zaczyna wywoływać zarówno dolegliwości emocjonalne (choćby moczenie nocne powodowane lękiem, ataki agresji, niekontrolowanej złości) ale i rzeczywiste dolegliwości somatyczne (zaparcia lub rozwolnienia, bóle brzucha, bóle głowy powodowane naprężeniem aparatu żucia i napięcia mięśni sterujących żuchwą, zaburzenia snu itd). Trwające przez dłuższy czas zaczynają się przeradzać w dolegliwości chroniczne, przypisane do niego i stanowią powód do podawania przeróżnych medykamentów. Uczy się więc dziecko kolejnej chorej logiki - na wszystko jest pastylka. Musi być leczone " ze względu na działania "tamtego".

       

      2. "iluzja decyzji" - manipulujący bezwzględnie alienator tak ustawia siebie w rozgrywce przeciw drugiemu rodzicowi, by wszystkie komunikaty płynące "na zewnątrz" wiązane były z "decyzjami" dziecka a nie jego/jej. "Dziecko nie chce iść do ciebie, nie będę go przecież zmuszać", "nie wymusisz na nim tego, by poszedł do ciebie, żadnym postanowieniem sądu", "dziecko zdecydowało, że dziś zostaje w domu" - to treści, które alienator przekazuje rodzicowi, wobec którego toczy się emocjonalna wojna. Po jakimś czasie dziecko wystawiane jest na linię frontu, by to ono wypowiadało te przekazy, które uprzednio zostały mu odpowiednio wyjaśnione, każda wątpliwość, która zrodziłaby się w sercu dziecka - skruszona, nie ma tu miejsca na wątpliwości, idź i powiedz, oczekuję tego od ciebie (domyslnie: żądam tego). I dziecko to robi. Co więcej - metodą wzmacniającą taki mechanizm jest n a g r a d z a n i e dziecka czy to słowami, czy po prostu przedmiotami, których wartość buduje się w głowie dziecka i wytwarza się pragnienie ich posiadani pomimo ich całkowitej nieprzydatności. Kolejna zabawka, wymarzony zestaw klocków, a u starszych gadżety elektroniczne należą do powszechnych środków wzmacniania negatywnych zachowań przedmiotami. Uśmiechnięty alienator, zafundowana kolejna rozrywka w obecności pozostałych członków drużyny alienatora czy też po prostu włączony telewizor i bezkrytyczne zezwolenie na korzystanie z niego to codzienność dziecka, które poddawane jest manipulacji alienacyjnej. Dziecko wzrasta w przekonaniu, że to ono decyduje. Iluzja decyzji ciągnie się za nim niejednokrotnie latami, przenosząc się w dorosłość i zaburzając umiejętność trzeźwego wglądu w otaczające człowieka sprawy. Rozczarowanie pojawiające się, gdy zdaje sobie sprawę , iż było przez lata marionetką w życiu pozornie najbliższego sobie człowieka i jego otoczenia, potrafi być rozdzierająco bolesne i rozczarowujące. Niszczy zaufanie i wszystko, co alienator zdołał wytworzyć, gdyż okazuje się być kłamstwem.

      3. "białe rękawiczki i syndrom sieroty": alienator wszystkie swoje działania wykonuje w białych rękawiczkach tak, by nie można było zarzucić mu działania wbrew tzw. "dobru dziecka". Przenoszenie "decyzji" na dziecko, podpowiadanie mu, jakich reakcji oczekuje, wzmacnianie tego procesu za pomocą systemu nagród, sączenie dziecku latami rzeczywistości zgodnej z wizją alienatora i jego drużyny - wszystko to składa się na stan, w którym dziecko zaczyna być przekonane, iż dla świętego swojego spokoju lepiej by było, gdyby faktycznie zaprzestał kontaktować się z drugim rodzicem. Biorąc pod uwagę zwykły rachunek zysków i strat oraz własny instynkt samozachowawczy (dziecko chce mieć spokój) - jest zdesperowane i gotowe na "podjęcie ostatecznej decyzji", co niejednokrotnie dochodzi do skutku. Rozerwanie kontaktu pomiędzy dzieckiem a rodzicem prowadzi w linii prostej do zniszczenia relacji, a przecież to jest własnie celem alienatora i jego drużyny. To m y tylko potrafimy dać ci miłość, to m y przekazujemy ci jedyny wzorzec, według którego będziesz żył, oceniał ludzi, wartościował ich, to m y decydujemy o tym, co lubisz, a co nie, to m y decydujemy o tym, na jakie zajęcia będziesz chodził, czym się bawił, z jakimi kolegami spotykał. Odcięcie dziecka od rzeczywistości drugiego rodzica stawia je w pozycji bezrefleksyjnej kukiełki, która sterowana, oduczana jest analitycznego myślenia, a z pewnością otwartego wypowiadania się o swoich emocjach innych, niż akceptowane przez alienatora. Wszystko ma być tak, jak m y sobie tego życzymy. By nie musieć liczyć się z kimkolwiek, by nie brać odpowiedzialności za wychowanie dziecka, by nie tłumaczyc nikomu niczego. To m y cię wychowujemy, jesteś nasz. Jak przedmiot. I my mamy w ł a d z ę. Nad tobą. Ta "władza" niejednokrotnie przenoszona jest na dorosłego już człowieka, który nie może zbudować swojej rodziny, gdyż alienator i jego drużyna ponownie sięgają po swoją "własność", odpalają te same pociski, których używali do niszczenia poprzedniego "wroga", z tą różnicą, że teraz dzieje się to wobec człowieka przynajmniej metrykalnie w innym momencie życia.

      Alienator konsekwentnie odcina od dziecka "tamtą" część rodziny, kolegów, znajomych, których obecność mogłaby zaburzyć efektywność jego poczynań względem dziecka. Osierocone z jednego z rodziców, z jednym odciętym skrzydłem, cały czas ma odgrywać rolę zadowolonego i szczęśliwego dziecka swojego "jedynego kochającego rodzica,  który dba o nie tak, jak nikt inny nie potrafi i który zapewnia mu wszystko, czego ono potrzebuje".

       

      Dlaczego to wszystko piszę?

       

      Ano dlatego, iż takich sytuacji, takich "rodzin" jest wokoło nas zbyt wiele, by o tym milczeć. Ludzie dotknięci procesem alienacji rodzicielskiej to przede wszystkim dzieci, które widujemy na ulicach, spotykamy w szkołach, to milczący świadkowie systematycznego niszczenia ich wewnętrznego "ja", dziecięcej wrażliwości, czułości, to istoty przerabiane na bezemocjonalnych cyborgów, których zadaniem jest zaspakajanie alienatora i jego chorej potrzeby niszczenia drugiego rodzica z powodów jemu tylko znanych. Odgrywanie się dzieckiem na drugim jego rodzicu za własne niepowodzenia, rozczarowanie, zwykła zemsta, są dowodem intelektualnej i emocjonalnej płaskości i całkowitej niedojrzałości do bycia rodzicem właśnie. Te dzieci w szkołach nie raz wybuchają nagłym gniewem, wdają się w bójki (wiadomo: "z rozbitej rodziny", "taki własnie przykład wynosi z domu weekendowego rodzica", "w ten sposób uczą go załatwiać konflikty"), nie potrafią się skupić nad zajęciami, widoczne zaczyna być, iż z dzieckiem jest coś nie tak. Rodzic alienator pytany przez nauczycieli zapewnia, że wszystko jest w porządku, tylko ten drugi... I robi to tak, by dziecko słyszało - patrz mechanizm nr 1. 

       

      Nie można zapominać, że drugą częścią tej układanki są dorośli odcinani od swoich dzieci i ich reakcje na zaistniałą sytuację. W praktyce gabinetowej coraz częściej stykam się z osobami, których już dawno przerósł poziom stresu związanego z alienowaniem ich dzieci. Ludzie ci nie umieją poradzić sobie z napięciami i objawami wywoływanymi sytuacją. Nikt nie podał im nigdy recepty na to, jak radzić sobie w takiej sytuacji, no a przecież tego oczekuje się od nich - dojrzałości, dorosłości i "brania życia na klatę". Pozaciskane zęby, przepona, która dawno zapomniała, jak prawidłowo pracować, napięte mięśnie dna miednicy, zaburzenia snu, koncentracji, bóle ramion, bioder, bóle głowy - to tylko część tego, z czym przychodzi się mierzyć. Zmiany w systemie hormonalnym w odpowiedzi na zdarzenia związane z procesem alienacji dziecka od rodzica są wręcz niemożliwe do oszacowania. Trwające latami prowadzą do powstawania schorzeń nijak nie wiązanych z powodem rzeczywistym, choćby do schorzeń nerek, żołądka ale w znacznej mierze do chorób narządu ruchu i pochodzących od niego objawów. Warto czasem podpytać pacjenta, jaka jest sytuacja pomiędzy nim a dzieckiem, o ile coś nasuwa nam podejrzenia, iż na tym polu są jakieś nieuporządkowane sprawy.

       

      Pacjentami są także dzieci ale niestety niewiele to zmienia, gdyż po sesji terapeutycznej wracają dokładnie w to samo miejsce zamieszkania, do tego samego środowiska "wychowującego", a raczej drenującego jego dziecięctwo w bezwzględnie okrutny sposób. terapia więc wydaje się bezcelowa, choć dziecko może z niej korzystać choćby chwilową ulgą. Proces terapeutyczny uwzględniać powinien jednak zmianę stylu życia, który doprowadził do danego schorzenia a w tej sytuacji nie ma o tym mowy. Tworzony jest kolejny pozór czegoś, co kosztuje, angażuje czyjś czas, energię i wszystko to zostaje rozproszone wskutek działań alienatora. 

       

      Jeśli wiesz o sytuacji, która w części choćby przypomina Ci wyżej opisane mechanizmy, jeśli z Twoim dzieckiem do szkoły chodzi takie, które dotknięte jest tym bezwzględnym mechanizmem niszczenia - spróbuj o tym mówić głośno, otocz je ciepłem i zrozumieniem, pokazuj mu to, iż kochanie obojga rodziców jest dobre i dla niego bezpieczne. Pokazuj, że równowaga stanowi bezpieczeństwo. Wskazuj taką rodzinę, jako miejsce przemocy psychicznej wobec dziecka. Jak namawia nas Rzecznik Praw Dziecka: REAGUJ, MASZ PRAWO.

       

      Alienacja rodzicielska jest przemocą z uśmiechem na ustach.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 listopada 2015 10:35
  • czwartek, 19 listopada 2015
    • Zdekapitowana medycyna

      Pojęcie medycyna zdekapitowana dotyczy takiego pojmowania czynnościowej całości ciała, w której nie bierze się pod uwagę roli głowy, jak elementu funkcjonalnego ciała. Piszę tu o sytuacji, gdy głowę traktujemy, jako coś więcej, niż tylko zbiornik z mózgiem, miejsce zamontowania oczu i uszu, czy też po prostu część ciała z twarzą. Chcę wskazać kilka faktów, dzięki którym głowa stanowi fantastyczne pole pracy, otwiera się na bodźce i daje możliwość działania na pozostałą część całości ciała.

       

      O głowie śpiewają artyście (mój ulubiony kawałek, to L. Janerka O głowie), malują je na portretach artyści, rzeźbią pozostawiając dla potomnych (głowy wawelskie choćby) itd. Głowa jest wszędzie, ale czy zastanawia nas choć chwilę? Przystąpmy więc  :-)

       

      Skóra głowy

      Jest to dokładnie ta sama skóra, która pokrywa pozostałą część ciała. Połączona z całością skóry ciała, komunikująca się z nią, odbierająca te same i tak samo działające reakcje odruchowe, co skóra tułowie, kończyn, szyi. Podlega tym samym zasadom unerwienia, dzięki którym możemy wyznaczyć pola odruchowe unerwienia jej z określonych gałęzi układu nerwowego. W przypadku przeróżnych dolegliwości samej choćby głowy, można ze skórą głowy pracować tak, jak na reszcie ciała. Zmieniają się li tylko techniki, gdyż "obfitość" skóry głowy jest po prostu inna. Pociągana, napinana, rozluźniana, komunikuje się z resztą skóry, dzięki czemu przenoszenie informacji może obejmować cały obszar ciała. Nie jest rzadkością praca z dolegliwościami miednicy czy nóg z rejonu skóry głowy właśnie. Także odwrotnie: napiętą skórę głowy daje się "ułagadzać" z dala, od stóp choćby.

      Skórą głowy organizm potrafi także się oczyszczać. Zmiany skórne wynikające choćby z rozharmonizowanej pracy jelit lub płuc potrafią stać się mocno dokuczliwym kłopotem dla osoby nimi dotkniętej. Poszukiwanie terapii takowych zmian nie powinno ograniczać się li tylko do miejscowej analizy stanu skóry, gdyż ona może nic a nic nie wnieść, skazując li tylko na stosowanie przeróżnych maści, niejednokrotnie sterydowych.

      Skóra głowy posiada zdolność pamięci zdarzeń, które ją napięły i wykorzystanie tego fenomenu pozwala na odwracanie toczących się niejednokrotnie latami dolegliwości. Niezwykle poręczne są tu techniki terapii powięziowej lub terapii czaszkowej (choćby tzw. hair pull), które pozwalają na wygenerowaniu komunikatu do skóry poprzez pracę z włosami głowy.

       

      Mięśnie głowy

      Te także działają identycznie z innymi mięśniami ciała, podlegają takim samym zasadom, tak samo się potrafią przykurczać, tak samo posiadać punkty maksymalnie bolesne, od których generują przeróżnego typu wzorce bólu czy też reakcji wegetatywnych (drętwienia, zmiana temperatury, przeczulica itd). Rejon głowy i twarzy jest niezwykle reaktywnym w związku z emocjami, które oddzwierciedlając się w stanie mięśni, napinają je, ograniczając elastyczność, kurczliwość. Jeśli trwanie tych reakcji przedłuża się, utrwalenie tych wzorców widoczne jest doskonale w postaci zmiany wyglądu twarzy, zmiany mimiki, ograniczeniu "miękkości" twarzy itd. Mięśnie głowy, identycznie z całą resztą muskulatury ciała, są w stanie wejść w relację z innymi mięśniami reagujących na stres i współtworzyć przeróżne łańcuchy przyczynowo - skutkowe, objawiające się choćby bólami głowy, bólami określonych części głowy, czy też zaburzeń któregoś z organów znajdujących się na/w głowie.

      Ileż to razy masowanie głowy (skóra i mięśnie) przynosi nam ulgę w zmęczeniu, "otwiera" ją, zmieniając samopoczucie. To najprostsze, co można sobie robić - automasaż głowy.

       

       

       

      Ruchomość głowy

      Głowa nie jest nieruchomą puszką. To nie jest żadne odkrycie. Od XIX w ten fakt wydaje się oczywisty, a krycie go przed medycyną oficjalną lub próby ignorowania go są mocno dziwne. Głowa to kości połączone ze sobą ruchomymi "stawami" - czyli szwami. Ich kształt, przebieg, warunkuje tryb ruchu poszczególnych płyt kostnych względem siebie a także pokazuje jasno, co może dziać się z nimi w sytuacji zaburzenia swobody tej pracy. Płyty kostne łącząc się, tworzą również przejścia dla naczyń, nerwów, układu limfatycznego. Najprościej rzecz ujmując: jeśli światła tych otworów pozostają nie zmienione, funkcja "przewodów" w nich ułożonych będzie prawidłowa. Jesli natomiast coś przesunie płyty względem siebie, zmieni przekrój otworu, natychmiast odbierze to wybrany "przewód". Sytuacja upodabnia się do naciśnięcia butem węża ogrodowego, przez który płynie woda.

      Fenomen poruszających się płyt kostnych warunkowany jest tym, iż wewnątrz głowy znajduje się płyn mózgowo rdzeniowy, którego objętość zmienia się w cyklu wypełniającym i opróżniającym głowę. Gdyby głowa nie "oddawała" ruchem, co kilkanaście sekund czulibyśmy ból głowy powodowany wzrostem ciśnienia śródczaszkowego, a tak nie jest. Oklejone od wewnątrz systemem trzech opon mózgowych, scalone w jedność funkcyjną, od zewnątrz pilnowane przez mięśnie głowy, kości czaszki to genialna konstrukcja, której prawidłowe funkcjonowanie stanowi wręcz kluczową rolę w pracy ciała.

       

       

       

       

      Połączenie czaszka kręgosłup

       

      Wspominane wielokrotnie na tym blogu zarówno w mechanicznej, jak i odruchowej roli w całości ciała. Jedna ze struktur poprzecznych organizmu, połączona ściśle z układem żucia oraz gnykowym, odbierająca w nieprawdopodobnie wyczulony sposób napięcia zarówno z płaszczyzny mechanicznej, jak i emocjonalnej, stanowi umocowanie głowy na kręgosłupie. Potrafi dużo dobrego, umie być gwarantem dobrego samopoczucia, ale gdy traktowane jest nieprawidłowo (zadzieranie nosa, nieprawidłowa pozycja w siadzie przy pracy, zaciśnięte złością zęby...), potrafi odegrać się dolegliwościami, od których..boli głowa ;-).

       

      Przysadka

      Królowa gruczołów wydzielania wewnętrznego umiejscowiona jest w tzw. siodle tureckim na podstawie czaszki. Prykryta wypustką jednej z fałd opon mózgowych - namiotu móżdżku - poddana jest mechanizmom identycznym, z innymi rejonami wewnątrz i na zewnątrz głowy. Przez fałd opony przechodzą naczynia i nerwy zaopatrujące przysadkę, ale i wyprowadzającą z niej hormony. I znów - najprościej - o wszystkim decyduje wielkość światła tych naczyń warunkowana przez stan napięcia wypustki opony. Jeśli pokrycie przysadki znajduje się w prawidłowej dla siebie elastyczności, napięciu, sprawy toczą się harmonijnie. Zmiana tego napięcia (choćby najczęściej poprzez niesymetryczne napięcia w rejonie żuchwy o różnym podłożu, najczęściej emocjonalnym), natychmiast przekazują do przysadki nieprawidłowe dane, a więc odpowiedź z niej także nie będzie prawidłowa. Zaburzenia hormonalne ciała mogą mieć związek z nieprawidłowo napiętym namiotem móżdźku - a więc wadliwie działającym czynnościowo pokryciem przysadki. Techniki terapii ręcznej (choćby ear pull) oferują pewien wgląd w sytuację, a dając go - oferują także metodę terapii.

       

       

       

       

      Mózg

      Głowa wypełniona jest wreszcie podstawową jednostką napędzającą ciało, czyli mózgiem. Wszystko, co go otacza, ma na niego wpływ. Na struktury nerwowe, na jego naczynia krwionośne, limfatyczne, na opony mózgowe, na nerwy czaszkowe wyprowadzane z głowy, na informację wychodzącą na obwód poprzez rdzeń kręgowy... Można tak długo. 

       

       

       

      Nie ma wątpliwości co do tego, iż stan głowy warunkuje stan pozostałej części ciała. Niedawno znalazłem jednej z książek zdanie, którego wielobrzmienie jest aż uderzające: "czysta głowa warunkuje zdrowie ciała". Podręcznik traktował o akupunkturze i mnogości kanałów energetycznych znajdujących się na głowie właśnie, ich wpływu na narządy wewnętrzne, a przez to też na równoważną pracę organizmu. Dobry stan głowy (fizycznie ale i emocjonalnie, nie ma co do tego wątpliwości) decyduje o jakości życia fizycznego i emocjonalnego. Im łatwiej głowie w każdym aspekcie, tym łatwiej reszcie nas. Spójrzmy na swoją głowę w lustrze, zastanówmy się, czego jej potrzeba a jeśli trudno jest nam znaleźć odpowiedź, można zapytać. Wewnątrz mamy intuicję zdrowia, siebie, głos instynktu samozachowawczego. W ciszy słychać doskonale jego szept, który może stać się wyrazistym komunikatem, gdy go nie będziemy permanentnie uciszać natłokiem dźwięków z zewnątrz, kolejnym zajęciem, kolejnymi godzinami w pracy, byle nie myśleć... Głowa, głowa, głowa.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 listopada 2015 11:43
  • wtorek, 17 listopada 2015
  • niedziela, 15 listopada 2015
    • Witamina C - czarodziejska substancja czy raczej codzienna porcja zdrowego rozsądku?

       

      Witamina C - słowo plus litera - znane chyba każdemu. Od zawsze. Bierz witaminę, jedz produkty bogate w witaminę, witamina podnosi odporność itd. Wszystko to prawda, tylko dlaczego jest tak ważna?

      Najpierw trochę wspak, przytoczę bowiem to, co dziać się może w ciele człowieka b e z witaminy C.

      Braki witaminy C może powodować szkorbut, bladość cery, anemię, samoistne krwawienia, uszkodzenia naczyń krwionośnych, krwawe wybroczyny (pękanie naczyń), złe gojenie i odnawianie się ran (skóra, kąciki ust, stopy, ręce...), rozpulchnienie dziąseł, zmiany w zębach (np. zgorzel), bolesność stawów i mięśni, osteoporozę, obrzęki kończyn, osłabienie, utrata apetytu, obniżenie wydolności fizycznej, depresję, nadczynność gruczołu tarczowego, zaburzenia neurologiczne związane choćby z nieprawidłowościami w przewodzeniu neuronów, wtórne infekcje, schorzenia żołądka, zapalenie błony śluzowej, nie dające się wyprowadzić przeziębienia, trudności w leczeniu zakażeń.

      Podstawą sensownego przyjmowania witaminy C jest świadomość jej budowy i naturalności. Sztuczna witamina C dostępna powszechnie jest jedynie protezą naturalnej lewoskrętnej w swojej budowie substancji, której dostarczanie do organizmu daje mu szansę na zdrowe funkcjonowanie.

      Co dzieje się więc, gdy podajemy naturalną Nutrivi Vit C

      • ułatwia ona tworzenie kolagenu, tym samym stymulują procesy kolagenogenezy w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania naczyń włosowatych, skóry, dziąseł i zębów oraz kości i chrząstek, stawów, każdego elementu organizmu (nie bez powodu zaznaczyłem słowo naczynia, gdyż to one przecież w znacznej mierze odpowiadają za każda dostawę krwi do tkanek i wyprowadzanie z nich substancji powstałych p o wykorzystaniu pożywienia, stan naczyń jest więc kluczem - patrz: choroby takie jak choćby cukrzyca, które niszcząc naczynia, prowadzą do dezintegracji wewnętrznej każdego systemu ciała)

      • zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia,

      • utrzymuje prawidłowy metabolizmu,

      • reguluje funkcję układu nerwowego,odpornościowego (co za tym idzie - wpływa także na stan psychiczny człowieka, jego stan emocjonalny i reaktywność oraz odporność na stres),

      • zwiększa przyswajanie żelaza przez organizm, a więc zapobiega chorobom związanym z jego brakiem (choćby anemia).

       

       

      Polecany przeze mnie produkt znajdziecie Państwo:

       

      https://hikari.wellu.eu/shop.html

        

      Z punktu widzenia fizjoterapeuty jest to substancja współtworząca podstawę do gojenia się czegokolwiek w ciele.. Każde przeciążenie, rana, uraz, złamanie, zmęczenie, efekt długotrwale działającego stresu - to wszystko będzie mogło się zacząć leczyć przy współudziale naturalnej witaminy C. Wszystko, co nas męczy, przytłacza, wyciska z nas bezpowrotnie witaminę C. Produkty spożywcze dostępne powszechnie na rynku w niewielkim tylko stopniu są w stanie zapewnić nam zaopatrzenie w tę substancję. Należy więc poszukiwać wiarygodnych źródeł suplementacji. Dla prawidłowego rozwoju dzieci, zdrowego życia dorosłych. Jest to także prosta inwestycja w naszą starość, gdyż od stanu naszego zdrowia teraz zależeć będzie nasze zdrowie za 10, 20, 30 lat i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.

       

      Zaleca się przyjmowanie 1 kapsułki Vit C dziennie, ale naturalna witamina nie ulega przedawkowaniu. Najwyżej wyprowadzimy jej nadmiar poza organizm. 

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 listopada 2015 16:30
  • poniedziałek, 09 listopada 2015
  • środa, 04 listopada 2015
    • Pion. Geometria równowagi.

      Ludzkie ciało to przepiękna konstrukcja. Stworzona z niepoliczalnej ilości komórek, tworzących zadaniowe tkanki, każda inna, a wszystkie ze sobą połączone za pomocą wielkiej autostrady informacyjnej – układu nerwowego i powięziowego. Mnogie kieszenie, fałdy, schowki, obleczone wokół stelaża kostnego, który dźwigając je – stanowi dla nich punky podporu. Z mechanicznego punktu widzenia więc są one niezbędne do wykonywania każdego ruchu, podejmowania każdej – najmniejszej nawet – aktywności. Bębnienie palcami po stole, ruszanie powieką – wszystko potrzebuje punktu podparcia.

       

      Ciało ludzkie zna doskonale pojęcie ergonomii. Minimum wysiłku, maksimum efektywności, skuteczności. To nic innego, jak efekt ewolucji, mądrego doboru cech, dzięki którym człowiek stał się tak doskonałą biologicznie istotą, jaką go widzimy obecnie. Temu wszystkiemu sprzyjał i sprzyja nadal pion, który został wybrany spośród wielu cech, nad którymi pracowało ciało poszukujące dla siebie doskonałości w formie i funkcji.

       

      Czymże jest pion?

       

      Mechanicznie rzecz ujmując jest stanem, dzięki któremu środek ciężkości głowy spada idealnie przez miednicę na środek czworoboku utworzonego przez stopy. Tylko, czy to wypełnia pojęcie pionu?

      Można próbować wyobrazić sobie pion, ale można próbować go też rysować. Zacznijmy od prostego rysunku, który przedstawia bloki poukładane jeden na drugim a podparte w odpowiednich miejscach elastycznymi wspornikami w kształcie łuku. To głowa, klatka piersiowa i miednica połączone poszczególnymi odcinkami kręgosłupa. Obleczone w system tkanek miękkich (powięzi, więzadeł, mięśni, skórę) trwają jeden nad drugim tak, by trwanie to kosztowało jak najmniej.

       

      Obraz ten pozwala wyprowadzić z niego kolejne, jak np. rolę miednicy i stawów biodrowych w ciele człowieka. Spotkanie dwóch trójkątów równoramiennych wpisanych w górną i dolną część ciała styka te figury dokładnie w miejscu środka ciała – centrum – w miednicy. Pojawienie się trójkątów dynamizuje obraz, wyostrza go ujawniając istotne punkty ciała.

       

      Można też – co do mnie trafia o wiele bardziej – pokazać, czym jest pion ciała, zmieniając nieco przestrzenność figur. Popatrzmy więc na ciało następująco: miednica to sześcian. Stabilny, mocny, jednoznaczny. On osadza ciało w określonym miejscu. Wypełniony energią stanowi jego podstawę. Na nim postawiona jest kula tułowia. Już widać, jak chwiejnym jest stan pozwalający utrzymać tę kulę na sześcianie, szczególnie, gdy się poruszają. Na kuli natomiast stoi stożek głowy. Żaden z elementów nie jest do sąsiada przyklejony, każdy mając swój własny środek ciężkości ma tak stanąć na sąsiedzie, by nie spaść, by pozwolić sobie na ruch ale przede wszystkim, by utrzymać pion. Wszystkie figury oplecione są nićmi sterujących nimi tkanek i to od nich właśnie, od ich stanu, uzależniona jest łatwość upilnowania pionu lub jej brak.

       

      Na pion mają bezpośredni wpływ powłoki ciała od najgłębszej po najbardziej powierzchowne. Rozliczne kieszenie, tuby, stale ze sobą pracujące, wypełnione lub opróżnione, tętniące życiem lub wręcz przeciwnie – pozbawione energii i siły – tworzą wewnętrzną mapę ciała, którą wyraźnie widać w zewnętrzości formy ciała a więc także w umiejętności utrzymania pionu.

       

      Emocjonalność anatomii nie pozostawia wątpliwości, iż to emocje właśnie stanowią podstawę kształtowania elementów ciała. Od ich natężenia, czasu trwania, podatności gruntu, który uprawiają, zależy bezpośrednio to, jak wyglądamy. Jak łatwo jest nam utrzymać pion, zarówno fizyczny, jak emocjonalny.

       

      Rozejrzyjmy się wokoło, a ze zdziwieniem zobaczymy wielu ludzi, którzy idąc – patrzą na ziemię. Patrząc na współćwiczących w sali gimnastycznej, pasażerów w autobusie lub siedzących przed ekranem kinowym dotrzec możemy tendencję do „składania się” ku ziemi. Głowa leci ku przodowi, wymuszając na mięśniach tylnej części ciała mega wysiłek, który ma powstrzymać ciało przed przewróceniem się. Zapadający się brzuch i jego zawartość, zamykana klatka piersiowa i jej pulsacyjność, rzut środka ciężkości przed biodra, niejednokrotnie ugięte kolana, wysunięte ku przodowi i do dołu barki – to obraz nowoczesnego człowieka, który zapomniał już dawno, do czego służyć ma jego układ ruchu. Istnieje oczywiście inny obraz nowocześności – sztywnej klatki piersiowej, głowy zadartej ku górze, niestabilnych nóg bez połaczenia z ziemią, z ramionami uniesionymi...Mozaikowość różnorakich wpływów buduje każde ciało z osobna, nie ma tu jednego schematu, jednej obowiązującej formy. A pion potrzebny...

       

      Sami sobie robimy „na dobrze” lub „na źle”. Sami decydujemy o własnych wyborach względem ciała, o przekonaniach, którym hołdujemy, o poczynaniach, które otwierają nas lub zamykają na innych. Internet pełen jest złotych myśli, dobrych rad i stron, z których można czerpać natchnienie, pełen mędrców chętnych do doradzania nam. Pozostaje pytanie: co stało się z intuicją i zaufaniem własnej naturze, kim jesteśmy w najgłębszych warstwach ciała, co w nich tkwi, co powoduje, że to kim jesteśmy uwidacznia się takim a nie innym ciałem. Czy nie zamykamy swoich właśnych możliwośći wykorzystania własnego umysłu do tworzenia rzeczywistości, która nam sprzyja? A pion potrzebny... Im dalej od pionu, tym większa kompensacja, tym większy wysiłek, tym trudniej do niego wrócić. Pseudokompensacja nic nie daje i odciąga nas jedynie od rzeczywistej równowagi, rzeczywistego pionu.

       

      Kiedyś uczono dzieci chodzenia z książką na głowie. Niejeden pukał się w głowę, ale czy to było aż tak bez sensu? Pion we wszystkich swoich przejawach jest gracją, lekkością, swobodą, uśmiechem, wybaczaniem, mądrością, prostotą, wiarą, miłością, ciepłem....Czy trzeba nam czegoś więcej?

       

      Niech się stanie ;-)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 04 listopada 2015 12:08
    • Sobota 14 listopada

      Informuję, iż sobota 14 listopada będzie sobota pracującą gabinetu. Przedłużony weekend związany ze świętem 11 listopada może stać się dobrą okazją do zadbania o siebie, nawet intensyfikacji tychże starań.

       

      Zapraszam do zapisów pod stalym numerem 602 786 988 lub/i mailem gabinet@gajowiec.pl!!!

       

      *

       

      My practice will be open for customers in need on Sat 14th Nov. Please call 602 786 988 for appointment or/and confirm by mail gabinet@gajowiec.pl

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 04 listopada 2015 11:35

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny