gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • poniedziałek, 28 listopada 2011
    • Powietrze, oddech i łzy - i co dalej?

      Miniony weekend pożegnał mnie poniedziałkiem pełnym podsumowań. Nie zastanawiam się, czemu akurat dziś, ale wiem, dlaczego. Miałem wielką przyjemność widzieć przy pracy Mistrza Oddechu oraz przedyskutować swoje myśli z Mistrzem Znaków. Dotykanie tajemnicy mistrzów, ich wielkości, za każdym razem działa stymulująco. Nie da się zignorować żadnego ze słów, znaków…

       

      Weekend zakończył się huraganem, który rozszalał się na ulicach. Pozmieniał wiele w ich krajobrazie. Huragan to przecież odmiana wiatru, a wiatr to odmiana powietrza.  Coś wywiał, ale i coś przywiał. Śmiecie, ziarna piasku, które wpadają do oczu i wywołują łzawienie. A to natomiast czyści oczy i dzięki temu widzi się od nowa, inaczej, wyraźniej.

      Powietrze jest życiem. Dzięki powietrzu oddycha każdy kawałek ciała. Dzięki powietrzu dzieje się w nas życie. Wymiana powietrza w ciele to nic innego, jak – trywializując nieco zagadnienie – wentylacja. Odświeżanie. Z zalegających pozostałości, z niedopowiedzonych słów, z żalów, z napięć widzianych w ciele, jako kamienie...

      Gdzie mieszka oddech? Jak powie podręcznik – w płucach. Ucieknę od tego jednak i skuszę się na stwierdzenie – w centrum człowieka. W miednicy. W biodrach. Stamtąd rezonuje swoją siłą na wszystkie strony. Stamtąd płynie jego spokój i zdecydowanie. Jego czystość.  Sensei  Kokyu przekonał mnie o tym w weekend. Swoim spokojem, pewnością i oddechem właśnie. Sensei  Mizu, mistrz znaków, rozpisując znak "łzy" pokazał jego uwodnioną formę.

      Oddech płynie w ciele swobodnie, gdy nie napotyka na żadne przeszkody nie tylko ze strony układu (pompowania) oddechowego, ale przede wszystkim ze strony gardła i brzucha. Przez gardło musi przepłynąć, a do brzucha dotrzeć. Płuca mają tu najmniej do powiedzenia. Są poniekąd wykonawcą woli centrum. Maszyną do zasysania powietrza. Co potrafi zamknąć drogę oddechu do centrum?

      Niewypowiedziane słowa. Nienapisane listy. Niewykrzyczane żale. Nieodkryte tajemnice. Niewypłakane kamienie. Zaciśnięta na szyi obroża zniewolenia.

      Oddech ma wszechpotężną siłę. Wprowadzając go mądrze w ciało, w umysł, decydujemy się, by zaczął działać jako - nie znajduję tu innego porównania – czyściciel. Czyści więc wszystko to, o czym wspomniałem z siłą właściwą swojej wizji porządku. Im więcej i głębiej mu coś przeszkadza, tym bardziej jest stanowczy. I jak czarodziej rozpuszcza te skamieliny i stwardnienia w wodzie łez. Człowiek potrafi płakać. Nie ma co do tego wątpliwości. Płacz nie tylko jest wyrazem niezgody na zamykanie mi wolności, ale – co ważniejsze – jest leczeniem. Czyszczeniem. Bo jak wygląda dobry i zdrowy płacz? Oddech prowadzi go za rękę szlochem z centrum właśnie ( czyli z brzucha), wstrząsa ciałem wręcz, posługuje się pozornym nieopanowaniem. Bo tak działa Natura – wstrząsająco mądrze. Płacz wie, co ma oczyścić i dokąd sięgać, by „zrobić swoje”. Przypatrzmy się płaczącemu dziecku, a dowiemy się po raz kolejny, dlaczego jest Mistrzem Życia.

      Czy można wywołać płacz? Tak. Łagodnością czułości, bólem niewytrzymywania, natłokiem przykrości, wzruszeniem miłością. Przykłady można mnożyć a ich ilość pokazuje jedynie, iż tak, jak w leczeniu istnieją tysiące możliwych do stosowania bodźców – Natura po swojemu potrafi skorzystać  z sytuacji, które znajduje pod ręką. Pozostaje pytanie, czy człowiek jest gotów na łzy i płacz? Czasem ogranicza go przecież wstyd, usztywnione ciało, które aż boi się pomyśleć, co będzie po, jakim będzie po. A to nic innego, jak nieufność wobec Natury. Wobec Oddechu.

      Na końcu życia człowiekowi odbierany jest oddech. I ten moment zamyka Czas. Nie wiem, jakim oddechem posługuje się człowiek t a m, ale z pewnością nie potrzebuje już łez.

      Czy można nauczyć się ćwiczyć oddech? Mędrcy mówią, że można. Ja myślę, że nie należy mu przeszkadzać od początku. A czym się przeszkadza? Stereotypami , które nakłada się na człowieka wyśmiewając swobodny oddech tudzież płacz. „Chłopaki nie płaczą”, „nie bądź beksa”, „nie płacz, jak baba” – ileż w tym pogardy dla największego z cudów naszego istnienia – oddechu i jego dziecka -płaczu, który zmiata wewnętrzne śmietniki i przemywa nasze oczy. To, co utwardza człowieka – prowadzi do jego śmierci. Oddechowej.

      Nie bójmy się łez, płaczu i powietrza, nawet jeśli momentami jest huraganem.

       *****

      Jako piękne uzupełnienie powyższego tekstu proponuję lekturę artykułów Mistrza Znaków: http://znakownia.blox.pl/2011/11/Namida-czyli-lzy.html

      oraz:

      http://znakownia.blox.pl/tagi_b/24359/oddech.html

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 listopada 2011 15:52
  • sobota, 19 listopada 2011
  • czwartek, 17 listopada 2011
    • Informacja o prelekcji piątkowej

      Smykolandia. Przedszkole 317..już jutro:

      W ramach realizacji programu „Edukacja Zdrowotna”

      oraz przybliżania dzieciom ciekawych zawodów rodziców

      dnia 18. 11. 2011 r. (piątek) o godzinie 12.00

      dzieci z oddziału VI wezmą udział

      w spotkaniu z Fizjoterapeutą nt. „Budowa człowieka”.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 listopada 2011 13:07
  • poniedziałek, 14 listopada 2011
    • Biodra..

      Kolejny raz przekonałem się, jak bardzo czyszczenie bioder z napięć i zawikłań "otwiera" umysł, rozjaśnia go i przynosi ulgę. Tym razem na sobie :-)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 listopada 2011 09:13
  • czwartek, 10 listopada 2011
    • 12 listopada / Nov 12th

      ‎12 listopada czyli najbliższa sobota jest dniem pracy w moim gabinecie, zapraszam serdecznie do korzystania w czasie wolnym przedłużonego weekendu.

      ***

      I hereby inform that Sat, Nov 12th is a working day so please feel free to call for appointments.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 listopada 2011 13:42
  • poniedziałek, 07 listopada 2011
    • Zmysły...

      Wczoraj wysłuchałem Mądrego Człowieka, który snuł rozważanie na temat mądrych panien i głupich panien. Przypowieść odczytana w staropolskim języku z Biblii Jakuba Wujka prowokuje do rozmowy. I do wyciągnięcia na światło dzienne roli zmysłów w życiu człowieka. Czy jest szansa na ustawienie ich w hierarchii ważności? W moim wyobrażeniu ludzkiej natury jest.

      Jakie mamy zmysły:

      powonienie, dotyk, smak, wzrok, słuch i chyba można do nich zaliczyć także zmysł równowagi.

      Pytanie o istotność każdego z nich daje się przeprowadzić w rozważanie o tym, co dzieje się, gdy któregoś zabraknie. Jak wygląda kompensacja tej wyrwy?

      Powonienie - daje się w sumie bez tego funkcjonować. Upośledza się wraz z nim smak a więc para zmysłów i chyba nie ma specjalnie sposobu skompensowania tegoż.

      Wzrok - w mniemaniu wielu najbardziej potrzebny i najwięcej wnoszący do naszego p o s t r z e g a n i a świata. Wzrok wprowadza największą ilość informacji o otaczającym nas świecie. Współgra ze zmysłem równowagi poprzez złożony system łączący oczy z błędnikiem. Kompensacja wzroku odbywa się poprzez zmysł dotyku.

      Słuch - można jego brak protezować odpowiednimi urządzeniami. Nowoczesność przynosi nam możliwość stymulatorów podpiętych wprost do pól słuchowych mózgu. Odczuwanie wibracji towarzyszących dźwiękom należy także do dotyku, choć w tym przypadku należy mówić o czuciu głębokim, odczuwaniu drgań, drżenia itd.

      Równowaga - tu mamy do czynienia z mnogością czujników i mechanizmów wykonawczych utrzymujących ciało w pożądanej pozycji. Mowa tu o zakończeniach nerwowych w obrębie stawów, mięśni, kości, które ślą informację do mózgu, tam się ją analizuje i wysyła rozporządzenia do mięśni ciała, by rozłożyły swoje napięcie tak czy inaczej. Gdy tracimy równowagę - podpieramy się a więc znów dotyk przejmuje rolę kompensującego...

      Przypatrzę się dotykowi, gdyż uważam go za najważniejszy zmysł ciała ludzkiego, którego nie można niczym zastąpić.

      Dotyk towarzyszy nam od poczęcia. Powiem więcej - musi nam towarzyszyć, gdyż jego obecność lub brak decydują o jakości rozwoju człowieka od początku. Nie ma co do tego wątpliwości. Maleńkie dziecko czuje dotyk ciała matki przez skórę będąc jeszcze zanurzone w płynie owodniowym. Skóra wychwytuje wszelkie muśnięcia. Potem następuje poród, który stanowi pierwsze i jakże ważne przejście przez tzw. dekompresję struktur poprzecznych ciała. Co to oznacza? Dziecko przeciskając się na świat jest poddawane uciskowi, który milimetr po milimetrze ściska a potem odpuszcza kolejne części ciała wraz z miejscami życiowo istotnymi, czyli tzw strukturami poprzecznymi. Kiedyś o nich wspominałem, ale powtórzę: to podstawa czaszki, wejście do klatki piersiowej, przepona, miednica oraz podeszwy stóp. Ich pierwsze w życiu skompresowanie a następnie odkompresowanie jest niezwykle ważne dla harmonii rozwoju dziecka, zarówno umysłowego, jak fizycznego. W opozycji dla tego stoi poród cięciem cesarskim, podczas którego mamy do czynienia z - porównuję to nieco "z górką" - gwałtownym wyjęciem nurka z wody. O chorobie dekompresyjnej tu nie napiszę, bo nie w tym rzecz, ale o nagłej zmianie ciśnień na przemiękkie cieło dziecka, na struktury mózgu, błon otaczających mózg i na wszystko, czym i kim dziecko jest.

      Potem cała praktycznie komunikacja z dzieckiem odbywa się za pomocą dotyku: głaskanie, przytulanie, mycie, przewijanie, noszenie.... Od jakość tegoż, od jego ciepła, miękkości, delikatności i stanowczości uzależnia się poczucie ważności wyrabiane w malutkim człowieku, poczucie tego, czy jest się istotnym dla świata, który w czasie maleńkości stanowią rodzice i bliscy. Potem prowadzimy dziecko za rękę i ta zaczyna przejmować rolę komunikatora pomiędzy dzieckiem a światem. To ręką mówimy siłą uścisku, ciepłem rąk, przekazujemy jakże ważną wiedzę o naszej wzajemności z dzieckiem. Kładziemy je do snu, głaszczemy po głowie... Dużo napisałem o rękach przy okazji artykułu o aikido i rękach, do którego przeczytania Wszystkich Was namawiam.

      Czym zastąpić dotyk? Niczym się nie da. Psychologowie krzyczą wręcz o ważności dotyku nie tylko względem dzieci. Powstają strony internetowe typu: Lubię się przytulać. Podkreśla się istotę dotyku w każdym praktycznie poradniku dla młodych rodziców. Mówi się dużo o dotyku zakochanych. Także o leczeniu dotykiem... Ręce są wszędzie, gdzie jest człowiek. Ręce są nami. Są wykonawcą naszej woli. Tak jest z dotykiem. Dotyka ma także swą ciemną stronę - to, co określamy złym dotykiem, a co dla każdego z osobna oznacza przekraczanie nieprzekraczalnych barier względem naszego ciała.

      Konsekwencje braku dotyku tudzież obecność tego złego pociągają za sobą straszne następstwa. Pisząc straszne mam takowe na myśli. Nie można podporządkować tego pod inne słowo. Chłód emocjonalny, brak empatii, twardość ciała lub/i pamięć tkankowa , w której zapisane są traumatyczne wydarzenia, jak gwałt, pobicie, duszenie.. To przecież także dotyk.

      Warto przyjrzeć się uważnie naszym rękom i zastanowić się, jak wiele dobrego potrafią poprzez dotyk i jak niezastąpionym jest on w naszym życiu zarówno względem siebie, naszych dzieci i naszych najbliższych.

      Noszę w sobie obraz przywołany przez Mądrego Człowieka, który opowiadał o hiszpańskiej wielopokoleniowej rodzinie idącej ze sobą na spacer za ręce. Jak wzruszającym jest obraz staruszków idących ze sobą za ręce...

      Dotyk mówi więcej, niż dziesiątki słów. Dotykajmy mądrze...

      (po raz kolejny komentarzem do tego niech będzie link do sceny z Miasta Aniołów http://www.youtube.com/watch?v=WeILrskHZ4k&feature=related)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 listopada 2011 15:09

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny