gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • czwartek, 27 lutego 2014
  • poniedziałek, 24 lutego 2014
    • Przemyślenia o klatce...

      Po wstępie sprzed kilku dni, poukładało się w materii klatki i czas napisać.

      Klatka piersiowa swoja nazwę otrzymała najprawdopodobniej nieprzypadkowo, choć nazywający ją chyba nie do końca wiedzieli, jak bardzo oddaje to jej wielorakość funkcji, także tych, które można nazwać "niedobrymi".

      Co w rzeczywistości dzieje się w klatce piersiowej? Pozawieszano w niej narządy służące przeżyciu, ale to także te, które służą życiu. O sercu było niedawno i chyba nie ma co dodawać. O płucach pisałem przy okazji przyporządkowania okreslonego typu emocji do konkretnego narządu. Ale warto pokazać także bezradność płuc w temacie oddechu, gdy powietrze nie ma dokąd trafić, gdyż klatka - no właśnie...

      Jak wiadomo, oddech przypisany jest swoją naturą do brzucha. Jego zadaniem jest "omiatanie" miednicy, czyszczenie jej ze wszelkich złogów napięciowych, utrzymywanie miękkości tego rejonu ze wszelkimi tego stanu pozytywami. Na drodze powietrza od ust do miednicy stoi kilka struktur, które potrafią je złapać uściskiem i zaburzać jego wędrówkę ku dołowi.

      Jest tu więc najkrócej mówiąc gardło, jest okolica górnego otworu klatki piersiowej, jest klatka piersiowa właśnie, jest przepona, są tkanki brzucha, narządy wewnętrzne...

      Klatka piersiowa jest mocna swoja budową, mięśniami oraz możliwościami uwięzienia oddechu. Dzieje się tak jednak nie w odosobnieniu, ale zazwyczaj w konsekwencji zdarzeń, które odbierają człowiekowi oddech: sytuacje, które permanentnie prowokują do wdechowego ułożenia klatki (przepona, dodatkowe mięśnie wdechowe), zdarzenia, w czasie których pojawia się duży ładunek lęku, strachu a także takie, które niezauważenie przez długi okres wpisują się w tkanki paradygmatem nieprawidłowych przekonań, usztywnień intelektualnych, a także moralnych. Brak zgody ciała na czerpanie życia w pełni, jakkolwiek to rozumiemy, zazwyczaj odcina dopływ powietrza. Bo powietrze to przecież życie właśnie. Nie da się odddychać częściowo, tak jak nie da się częściowo żyć.

      Te momenty, które zatrzymują klatkę, przywodzą na myśl klatkę filmu fotograficznego, który zapisuje zdarzenie takim, jakie ono było. Różnica polega jedynie na tym, iż klatka filmu nie czuje, a tkanki ludzkie tak. Zapis somatoemocjonalny stawiam ponad każdym innym rodzajem wpisania informacji w tkanki.

      Klatka nie pracująca w pełni, nie stwarza swoim organom prawidłowego środowiska do pracy. A więc sercu, które nie może być nadmiernie kompresowane ciśnieniem z zewnątrz, bo przecież nie może wtedy normalnie pracować w cyklu skurcz - rozkurcz. Osierdziu - no bo to przynależy do serca. Płucom, bo te potrzebują mieć sojusznika, który pozowli im zassać powietrze, jak też sie go pozbyć. I tu należy spojrzeć na przeponę oraz brzuch, bo to one właśnie potrafią tu nieźle zamieszać. Ile z tego może wyniknąć bólu, komplikacji i nieprawidłowych diagnoz...

      Klatka piersiowa potrafi więc więzić, ograniczać, zatrzymywać na ułamek sekundy zdarzenia, które potem przechowuje latami w swoim zamknięciu. Bez płynności relacji z otaczającycmi ją tkankami oraz emocjonalną stroną człowieka, nie poradzi. Stanie się ciemną celą dla serca, które - jak kiedyś niezwykle trafnie okreslił Poeta Od Biedronek - jak chuligan, bije po ciemku...

      Otwarta jednak, pełna światła, powietrza i swobody, pozwala czuć każdą najmniejszą cząsteczkę wpadającego doń powietrza, jego dobroczynność, życiodajność i energetyczność. Oddychajmy więc do brzucha, do miednicy, do najgłębszej głębi siebie, by czuć...

      Parafrazując słynne powiedzenie: ""klatka klatką, ale oddech musi byc po naszej stronie"!. Tym bardziej wiosną!

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 lutego 2014 14:12
  • sobota, 22 lutego 2014
    • Miód, ale tym razem nieco z innej strony.

      Wiele razy wspominałem o dobroczynnym działaniu miodu, który potrafi stać się niezwykłym wsparciem w terapii dysfunkcji wynikających z permanentnych napięć. Jego "klejowe" działanie okazuje się zaskakiwać. Tym razem chciałbym polecić Państwu miód dla celów spożywczych, który określa się, jako kremowany. Dzięki procesowi kremowania, miód uzyskuje ciekawy smak i konsystencję. Miód rzepakowy kremowany oraz nawłociowy kremowany są dostępne w litrowych słojach w cenie 30 zł/szt praktycznie w każdej ilości.

       

      Producentem miodów jest podmielecka pasieka MACIEJKA.

       

      Bardzo polecam!

       

           

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      sobota, 22 lutego 2014 22:49
    • Myśl z 22 lutego.

      Czasem trafi się zdanie, które zapada gdzieś we mnie a potem drąży, wierci się i nie daje spokoju, każe pisać coś o sobie. Dziś padło takie: "czuję, że moja klatka piersiowa to rzeczywiście klatka". A potem była rozmowa o osierdziu, jego współdziałaniu z klatką w ochronie serca przed uderzeniami, o wdechu, który nie umie odnaleźć wydechu i o brzuchu, który jest miejscem oddechu. Będzie więc o tym znów artykuł, ale najpierw pozwolę zdaniu się usadowić...

      Dziękuję za dziś wszystkim, którzy byli.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      sobota, 22 lutego 2014 18:01
  • czwartek, 20 lutego 2014
  • piątek, 14 lutego 2014
  • poniedziałek, 10 lutego 2014
    • Dlaczego w zimie częsciej bolą biodra???

      Obserwuje to zjawisko od jakiegoś czau i powtarza się ono względnie regularnie. Zimą o wiele więcej osób uskarża się na bóle bioder, niż latem. Czemu?

      Odpowiedź leży w ...hamowaniu.

      Jak wiele razy wspominałem, główną funkcją mięśni jest hamowanie właśnie, a nie napędzanie ruchu. To ostatnie jest dość proste, jeśli nie wchodzi w grę sprint ;-). Ten swojego rodzaju żart oddaje doskonale istotę hamowania mięśniami, która jest nieodłącznym elementem ich pracy.

      Każdy krok mozna zanalizować bardzo prosto. Wyrzucając przed siebie nogę, uruchamiamy swojego rodzaju wahadło, które w fazie przenoszenia (bez podporu) nie wymaga wielkiej siły, by je przesunąć w skrajną pozycję. Lecąc juz ku przodowi, wahadlo kończyny musi zostać już wyhamowane, by przygotować stopę do lądowania na podłożu. Opadnięcie stopy na podloże, czyli moment styku pięty z nim, to znów przełączenie się na kolejne hamowanie, tym razem ze strony mięśnia czworogłowego. Ten wyhamowuje pęd ciała ponad kolanem, umozliwiając mu płynne przejście do pełnej fazy obciążenia stopy. W chwili, gdy ciało przetoczy sie ponad stopą, dochodzi do fazy wybicia z palucha. To drugi wyraźny moment przyspieszania.

      Co dzieje sie z biodrami w opisanych wyżej fazach ruchu?

      Przenoszenie kończyny ku przodowi to swobodny przelot w biodrze, który nie wymaga wielkich zrywów i angażowania biodra. Ono włącza się w momencie, gdy pieta uderza w podloże. Natychmiast zostają włączone mięśnie rotatory zewnętrzne biodra, odwodziciele i zinacze, które muszą opanować i skoordynować płynność przeniesienia miednicy, tułowia wraz z kończynami, głową oraz druga kończyną dolną, ponad biodrem podpartym. Jeśli porównami wielkość wymienionych własnie elementów z wielkością głowy kości udowej, przestanie nas zapewne dziwić siłą, rozłożenie i typ mięśni, które muszą wykonać tę robotę. W rozlożeniu mięśni, ich przebiegu i wielkości odbijają się, jak w lustrze wymagania stawiane przed nimi. 

      Co więc ma do tego zima? Ano odpowiedź jest prosta. Poruszanie się po śliskim, wymusza na nas zwiększoną ostrożność. Skrajnym przypadkiem jest marsz po tafli lodu - chodzimy praktycznie na sztywnych nogach, gdyż tak trudne jest na nim hamowanie własnie. Śnieg, śliski chodnik, lód - te powierzchnie stawiają przed mięsniami zwiększone wymagania względem hamowania ruchów. Jeśli biodra są niezbyt traktowane na codzień, to w warunkach zimowych chód staje się testem prowokacyjnym wręcz, który wyciagnie z bioder wszelkie niedociągnięcia, przykurcze lub nasili istniejące dysfunkcje.

      Proponowałbym w zimie zwiekszyć nacisk na dbałość o biodra. O więcej rozciagania. W warunkach "poligonowych" biodra muszą się wykazać o wiele większą sprawnością, niż latem. Proszę pamiętajcie o tym i oddajcie biodrom, co biodrowe ;-)

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 lutego 2014 13:15
  • czwartek, 06 lutego 2014
    • Biodra...

      Dziś prelekcja dotycząca bioder u dzieci i dziś wrzucę zdjęcie bioder, które dotknięte są mocnymi zmianami zapalnymi, których powód jest nieznany. Takie zdjęcia dostałem do obejrzenia... 

       

       

       

      kolorami zaznaczyłem biodro zdrowe (zielone) i chore (czerwone)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 lutego 2014 14:08
  • środa, 05 lutego 2014
    • Książki

      Pomyślałem sobie dziś, że napiszę o książkach. Jest w tym pomyśleniu jakiś błąd, bo o nich nie powinno się pisać za wiele, a raczej je czytać i wyciagać z nich to, co najważniejsze, no ale powiedziałem do siebie "a" - muszę tu powiedzieć "b".

      Mój ulubieniec Andrzej Stasiuk stwierdził kiedyś, że książki mają wywracac świat do góry nogami. Że po ich przeczytaniu nic nie ma być już takie, jak przed. I ja napiszę o kilku, które mam i do których zawsze wracam, gdy coś staje sie dla mnie niejasne, gdy potrzeba jest uprościć zawiłe lub po prostu dowiedzieć się jeszcze i jeszcze i jeszcze i znów.

      Książki są magicznym źródłem, z którego piją przede wszystkim oczy i wyobraźnia. Do nich dołączają się niejednokrotnie marzenia. Książki żyją swoimi żywotami, mają gdzieś swoje początki, w czyimś sercu a może umyśle, rodząc się, przynoszą sobą na świat zmiany. Są prezentami dla innych, w których mają się zagubić, by się odnaleźć, jako kompilacja dotychczasowej wiedzy połaczonej z tym czymś nowym. Książki są czarodziejami, którzy pojawiają się na półce i zabierają nas w nieznane, w podróż, która za każdym razem staje się odkrywaniem, zachwytem i oczarowaniem.

      Ja na swojej drodze zawodowej tez miałem kilka takich książek i nimi sie chcę podzielić.

      1. Alan Stoddard: Techniki Osteopatyczne, książka, którą wraz z Atlasem Technik Manipulacji i Injekcji Jamesa Cyriaxa dostalem w 1993 od Davida MacKellara , osteopaty mieszkającego na stałe w Norwich.  Byłem wtedy studentem III roku i nosiłem w sobie nieopisany głód wiedzy. Mogę powiedzieć, że jadłem, co mi się nawinęło, ale po pewnym czasie zacząłem staranniej dobierać potrawy. I to, co znalazłem w tych dwóch pozycjach było zaproszeniem do Hiltona, zamiast do McD. Nie chcę piać tu do nieba na temat ich zawartości, ale merytorycznie są to podręczniki na 5. Pisali je lekarze, którzy do dyspozycji nie mieli jeszcze nic, poza własną wiedzą, rekami, intuicją oraz aparatem rentgenowskim. Wszystko w temacie. Reszta to praktyka. Opisane tam techniki stały się przecież podwalinami szeroko rozumianej terapii manualnej. Wiele z nich stosuje się do dziś i nie sądzę, by czas ich był policzony...

      2. Karel Levit i jego Terapia Manualna w Chorobach Narządu Ruchu. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tej książce, bardzo chciałem ją mieć. Była - mogę otwarcie użyć tego słowa - modna. Nie wypadało wtedy nie czytać Lewita, jesli chciało się choćby na końcu, ale dołączyć do niewielkiego jeszcze grona terapeutów manualnych, którzy grupowali się na spotkaniach sobotnich w warszawkiej AWF na naszym Wydziale RR. Siedziałem tam praktycznie niczego nie rozumiejąc, ale chłonąłem te słowa, które później okazało się znaczą więćej, niż myślałem. Więzadła, punkty spustowe, zaburzenia czynnościowe... Wreszcie kupiłem za jakieś giga na ówczesne czasy pieniądze, ksero Lewita i ...się rozczarowałem. Nadal niczego nie rozumiałem. Książka była pełna wiedzy tak hermetycznie innej od tej, którą pakowano nam na studiach. Była po prostu trudna. Gdzieś coś dzwoniło, gdzieś jakieś przebłyski bylo widać, ale generalnie mrok i zwątpienie. Czytałem ją więc raz, potem drugi, trzeci... w międzyczasie ucząc się z innych źródeł oraz przede wszystkim od wspaniałych nauczycieli: mojego Profesora, od Jacka, Grzegorza, Łukasza, Karola, Krzyśka. Ilość zbieranych danych przerastała mozliwości mojego procesora, choć światlo w tunelu wskazywalo na to,że się przestawia na nowy typ pracy...

      3. Andrzej Rakowski i "Kręgosłup w stresie". Koncepcja, którą w absolutnie rewolucyjny sposób wpraowadzał na rynek Andrzej, okazała się i do dzis dnia takową pozostaje, jasną stroną mocy. Przy zmasowanym wręcz sprzeciwie środowiska nie tylko lekarskiego, ale i fizjoterapeutów, Andrzej postanowił iśc pod prąd i pokazać, że jego doświadczenie i zebrana na przeróżnych poligonach wiedza, potrafią się obronić a słowa "stres a ciało", "myślenie a ciało" czy "emocje w ciele" to nie jest przypadkowe sklejanki dla wywołania większego wrażenia na odbiorcach, a rzeczywistość otaczająca nas, żyjąca w nas, będąca nami właśnie. Nauka pod okiem Andrzeja, niejednokrotne polemiki ale i szeroko otwarte oczy i uszy to był w moim zawodowym życiu mega wielki przełom. Potem pojawiła sie na rynku "unowocześniona" wersja tego podręcznika, która wyszła pod jednoznacznym tytuem Terapia Manualna Holistyczna, która w moim widzeniu zagadnienia nazywanego szeroko fizjoterapią w dysfunkcjach narządu ruchu, jest chyba najlepszym podręcznikiem tego typu na rynku. Ech...

      4. Ibrahim A. Kapanji ze swoim trzytomowym dzieckiem Fizjologia Stawów. Książka, bez której nie byłbym tu, gdzie jestem. Moge w pełni otwarcie tak napisać. Jedna z ulubionych książek Profesora, którą uwielbiał się podpierać podczas uświadamiania swoim niewielekapującym studentom, o co w tym wszystkim biega i jak działają ręce, stopy, kolana i dlaczego biodra są tak ważne. Kapanji jest dziełem udanym, zahartowanym w boju i niezwykle jasnym. Bez tej pozycji nie widziałbym tego, co widzę i nie wiedziałbym tego, co wiem. Dziesięć gwiazdek w zestawieniu.

      5. Gregory P. Grieve i jego prace: Manual Therapy oraz Common Vertebral Joint Problems: Nie poznałem nigdy Gregory Grieve'a ale ponieważ przy jego nazwisku pojawiało się słowo Norwich, wiedziałem, że muszę się z nim skontaktować. Pisałem, pisałe, aż wreszcie odpowiedział. I zaczął dosyłać mi swoje ksążki, ot tak, za friko, mlodfemu fizjoterapeucie z dalekiej Polski, bo przypominało mu się, że kiedyś i on byl tak głodny wiedzy. W jednej z ksiązke napisał: "I TAK NIE DOCZYTASZ DO KOŃCA ;-)". Fakt, pozycje te są wręcz encyklopediami ale ilość wiedzy tam zawartej i jej jakość są warte czasu nad nimi spędzonego. Bezdyskusyjnie.

      6. Zbigniew Garnuszewski i jego dwutomowa Akupunktura: książka, która przekonała mnie, że ciało działa w sposób o wiele bardziej sprytny, niz mi sie wydawało kiedykolwiek i o wiele bardziej zmyślny, niz podejrzewałem. Nigdy do końca nie zdobyta, nie odkryta w całości, niezwyczajna tajemnica samej siebie.

      7. Andrew T. Sill : Osteopatia. Mam u siebie przedruk tej książki z 1910 roku i jest ona dla mnie nieskończonym zaskoczeniem. czytam jej fragmenty co jakiś czas i nie moge się jej nadziwić. Czlowiek, który ją pisał, był praktykiem w swojej dziedzinie i praktykiem ponad wszystko. Spisał siebie na kartki książki takim, jakiego chciał, by zapamiętali go czytający ten podręcznik a więc poszukującego, czesem poddającego w wątpliwości to, co widział, a czasem rygorystycznie idącego za głosem doświadczenia, jakże róznego, niż obecnie, bez MRI, usg, diagnostyki z krwi i Bóg jeden wie, czego jeszcze. Nie znam efektów jego pracy, nie doczytywałem się o tym, ale zadziwiające są niektóre choćby schorzenia, którymi Still sie zajmował, łupież choćby. Niekoniecznie traktowałbym ją jako relikt przeszlości...

      8. John Upledger i Craniosacral Therapy. Książkę tę chłonąłem całym sobą w okresie mojej pracy w Konstancinie. Jak po otwarciu wielkich wrót prowadzących na szeroki step, tak ja przekroczyłem pewien próg, poza którym leczenie stalo się nie tylko przyjemnością, ale wręcz samonapędzającym się uśmiechem. Propozycja Upledgera jest zaproszeniem do podróży przez nieznane, ale w pełni zaufania do obszaru, po którym wędrujesz - ciała ludzkiego. Upledger uspakaja - ciało ma w sobie siłe do samowyleczenia, tylko spróbuj ją uwolnić. Papa John, bo tak się podpisał na zdjęciu, które do dziś mam w swoim gabinecie, był wizjonerem, jakich mało, a za jego wizją poszło już zbyt wielu, by uznawać go za szaleńca. I w jego wizji spełnia się to, co miała ona nieść - czynienie ludziom dobra poprzez uzdrawianie ich, niejednokrotnie z głeboko zakorzenionych schorzeń. Upledger pokazał, czym jest relaksacja somatoemocjonalna, czym są cysty energetyczne i po co są w człowieku powięzie. Magia.

      Z pewnością mógłbym wymienić jeszcze kilka, ale wystarczy. Co chcę powiedzieć? Że książki warto czytać, trzeba czytać, że - choć jak wielu twierdzi - z książek się nie nauczysz, powiem nieco przekornie - bez nich pozostanie się li tylko patrzącym w mrok. A tam niewiele niestety widać. Parafrazując niegdysiejszą reklame Toyoty, którą widzialem na wjazdówce do Zakopanego:

      KSIĄZKI GÓROM! ;-)

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 05 lutego 2014 14:48
    • Najbliższa sobota, tj. 8.02, jest dniem pracy w gabinecie

      Z przyjemnością informuję, iż najbliższa sobota, tj. 8.02, jest dniem pracy w gabinecie. Zapraszam zapracowanych i dojeżdżających oraz tych, którzy w sobotę chcą poświęcić sobie odrobinę czasu. Warto...

       

      

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 05 lutego 2014 08:45

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny