gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • środa, 28 stycznia 2015
    • Can aikido be considered as a global movement physiotherapy approach?

      There is so much knowledge on human body and movement in aikido and it is so tempting to steal some from it and use it in physiotherapy as a part of a global physiotherapy approach. There is atemi, derived from tradicional eastern medicine. There is so much of knowledge on breath and related effects. There is so much on movement harmony and balance there. But for whom? What disorders can be treated with aikido movements? Which movements? So many questions require constant answering. Constant thinking. Constant analysis.

       

      Some answers flashed more than two years ago after my return from Italy. Matsuoka Sensei, 6th Dan aikikai, conducted a wonderful seminar there. He flipped my whole aikido upside down with one finger or with his hips, I should be precise. Sensei's approach proved how important hips are in aikido, and how isolated from other body parts they can get if we do not care. Incorrect breath, too much stifness around shoulders and neck, lack of elasticity and harmony between hips and chest... Disaster of Western postural patterns.

      Then I participated in 2014 Matsuoka Sensei's seminar and I knew he was so very very correct. Our talks on human body in aikido left me with no doubt on the direction I took. You will read more in the book that I am working on...

       

      Today I found an article about a man who suffered from a stroke and decided to recover from it on aiki path. Sword movements and regular aiki movements patterns seem the key to recovery. Hips and trunk coordination, hips and arms coordination, coordinating the "suffering" side with the healthy side, re-programming his inner software for a new operational mode - that is the challenge. That is the call.

      New challenge for brain to accomodate, for heart to operate the vascular system, breaking the schematic physiotherapeutical thinking on patient and his disorder state. 

       

      I care of my hips. Aikido helps me so much. I also show this way to my patients in need. We withdraw their hips from stifness, lack of mobility, lack of elasticity and energy. We try to re-charge their energetic centre. And hips seem to like those attempts and thank for them. Sometimes they even explode with joy! It is worth to offer them aiki, to care...

       

       

      )and this is just the beginning of my journey there...)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 28 stycznia 2015 18:14
    • Czy aikido może być traktowane jako forma terapii ruchem?

      http://blog.sfgate.com/cityexposed/2015/01/25/aikido/

       

      Zastanawiałem się kilkakrotnie, jak można wykorzystać zasób wiedzy schowanej w aikido? Czy da się "podebrać" tej kopalni coś, uszczknąć coś dla terapii? W jakim stopniu? W jakim celu? Jakiej grupie chorych? Odpowiedzi przychodzą same, wystarczy nie gonić za nimi, bo spłoszone uciekają.

       

      Pierwszy raz z kilkoma podpowiedziami wróciłem dwa lata temu ze stażu z Haruo Matsuoką, wybitnym uczniem Stevena Seagala. Matsuoka Sensei otworzył moją głowę na równowagę bioder. Motoryka ćwiczeń z Matsuoką przekonała mnie do jego "czucia" bioder, jak mało co kiedykolwiek w życiu. Do tego, czym biodra potrafią być w człowieku, a czym z reguły nie są. Odcinane od reszty ciała napięciem, nieprawidłowym oddechem, przeniesieniem skupienia na górną część ciała, na napięcia ludzi Zachodu, na klatkę piersiową. I od tego kierunku już staram się nie odstępować. Tegoroczny staż z Mistrzem jedynie dopełnił przekonania, iż to tędy idzie myśl. Rozmowy z Matsuoką Senseiem pokazały, jak w jego aikido ważne są biodra, jak kluczowe są i nie ma co do tego wątpliwości. Będzie o tym w książce, którą przygotowuję.

       

      Dziś natrafiłem na artykuł o człowieku, który "wychodzi" z udaru poprzez właśnie aikido. Zarówno ćwiczenia z mieczem, jak i generalny układ ruchu w obowiązujących wzorcach ruchowych okazują się po raz kolejny niezwykłym narzędziem usprawniającym. Koordynacja bioder z ruchami pozostałych części ciała, ale i odwrotnie, synchronizacacja "zawirusowanej" strony ciała z tą zdrowszą, sprawniejszą, to jedno wielkie przeprogramowanie wewnętrznego programu, w oparciu o który działa ciało. To nowe wyzwania dla mózgu, układu krążenia, a przede wszystkim przełamywanie schematycznego postępowania usprawniającego z chorymi tej grupy.

       

      Ćwiczę biodra. Używam do tego ruchów, które otrzymałem od aikido. Dynamizujemy biodra.  polecam to swoim pacjentom. Wyzwalamy z zasiedziałości, z przygnębień bezruchem, z stłamszenia energii, która w nich żyć powinna. I biodra potrafią to przyjąć, momentami wręcz eksplodować. Warto im dać aiki... Warto o nich myśleć.

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 28 stycznia 2015 16:50
  • wtorek, 27 stycznia 2015
    • Profesor Karel Lewit nie żyje

      Dziś dotarła do mnie wiadomość, że Profesor Lewit zmarł. Nie mówiono o tym w wiadomościach, poranne serwisy także o tym milczały, a to wydarzyło się w 2014 roku...

       

      Kim był dla mnie Lewit?

       

      W s z y s t k i m, co leży u podstaw mojego rozumienia terapii manualnej, zarówno mechaniczności tejże, jak i nieokiełznanej odruchowości.

      Kiedy na studiach pierwszy raz usłyszałem jego nazwisko, nic ono dla mnie nie znaczyło, bo nie miałem pojęcia, kto to był. Z czasem słyszało się Lewit to, Lewit tamto... Pierwsza skserowana i zakupiona na studiach książka to była właśnie Lewitowa biblia. I nie było odwrotu. Z początku niczego nie rozumiałem, w ząb. Raz czytałem, drugi raz, trzeci, czwarty, fragmentami, wyrywki, potem metodycznie, kartka po kartce. Byle głębiej, byle coś więcej, byle szerzej. No a potem pojawiły się spotkania Warszawskiego Oddziału PTF i tam starsi koledzy otwierali mi oczy na niezmierzone wręcz pokłady wiedzy, którą zawierały stronice tego podręcznika. Do dziś go mam. Sięgam po niego dość często. Można rzec: biblia, to biblia :-)

       

      Profesora nigdy nie spotkałem, nie słuchałem jego wykładów, ale wszystko, kim dla mnie się stawał przez te lata studiów jego podręcznika, to Pasjonat, Geniusz, Lekarz z Urodzenia. Jedyne, czego nie umiał chyba wyleczyć, to własnego odejścia... Na to nie znalazł techniki. Szkoda.

       

      https://www.youtube.com/watch?v=DSriQziT1s4#t=11

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 stycznia 2015 22:40
  • wtorek, 13 stycznia 2015
    • iKark? Nowoczesne technologie mają dla nas nowe odkrycie!

      Nie będzie to wielkim odkryciem w sumie, jeśli powiem, że ilość czasu, który spędzamy "na telefonach" się drastycznie zwiększa. Permanentne pochylenie ku ekranowi lub aparat wciśnięty pomiędzy ucho a bark. Dwie podstawowe pozycje, które telefon wymusza.

       

      A te urządzenia wykorzystywane są przez coraz młodsze DZIECI!!! Ich kręgosłupy w szczególny sposób narażane są na przeciążenia. Przecież nie zdążyły sie jeszcze w pełni ukształtować, wyrobić prawidłowych nawyków, wzmocnić na tyle, by były w stanie podołać zewnętrznym obciążeniom. Rodzice wydają się zadowoleni wręcz, dając dziecku zabawkę, bo natychmiast zapada " święty spokój". A tu rzeczywistość zgoła odwrotna...

       

      Lista dysfunkcji, które wynikają z takiego sposobu używania naszych pleców jest wystarczająco długa, by bezmyślnie korzystać z telefonu. A wystarczy świadomość i odrobina profilaktyki. Utrzymywanie głowy w pionie i kierowanie li tylko wzroku na ekran, podnoszenie telefonu wyżej a także rozciąganie/mobilizowanie/masowanie (jakkolwiek sobie wybierzemy) tkanek karku i poniżej niego, utrzymywanie równowagi w obrębie karku - to minimum dbałości o ten element naszego ciała.

       

      Poniżej załączam link do artykułu, który w tej materii znalazłem. Uderza tam jedno - TO jest już plagą i stanie się jednym z poważniejszych powodów dysfunkcji odszyjnych, jeśli nie zapanujemy nad tym. Szczególnie w przypadku dzieci.

       

      http://www.washingtonpost.com/news/morning-mix/wp/2014/11/20/text-neck-is-becoming-an-epidemic-and-could-wreck-your-spine/

       

      PS: ilu z nas przeczytało ten artykuł z nosem w ekranie telefonu? ;-)

       

      *

       

      iNeck - new technology brings us a new shameful discovery. Mind your children's necks, they are too soft and too young to stand that loads... read more

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 stycznia 2015 11:11
  • piątek, 09 stycznia 2015
    • Leonardo, Leonardo, Leonardo...

      Moje westchnienia nie mają tu końca. Leonardo jest wzorem dociekliwości, zgłębiania zagadnień do gruntu, wizualizacji ich w sobie, przedstawiania  ich światu, by stawały w świetle wiedzy... Kolejne potwierdzenie tego faktu znalazło drogę do Edynburga:

       

       

      http://www.dailymail.co.uk/news/article-2383273/Leonardo-da-Vincis-drawings-100s-years-ahead-time.html

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 09 stycznia 2015 15:58
    • Prelekcja o biodrach w Konstancinie

      Z przyjemnością informuję, iż 24.03.2014 o godz 12:30 odbędzie się prelekcja zorganizowana w Domu Kultury HUGONÓWKA w Konstancinie.

      Tematem będzie:

       

      BIODRA - SPOTKANIE NIEBA I ZIEMI W CZŁOWIEKU

       

      Na spotkanie serdecznie zapraszam w imieniu swoim i Organizatora.

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 09 stycznia 2015 13:26
    • Powstaje opracowanie nt Syndromu Dziecka Bitego

      Ponieważ zagadnienie to przerasta swoją częstotliwością występowania moje najśmielsze nieoczekiwania, postanowiłem napisać coś na ten temat. Pojęcie Syndromu Dziecka Bitego funkcjonuje oficjalnie w prawodawstwie karnym od lat, ale zakres następstw w obrębie ciała (a co za tym idzie całej osobowości) jest potraktowany dość po macoszemu. A jest tam duuuużo do napisania... wkrótce.

       

      Andrzej Rakowski zaproponował dwa typy syndromów dotyczących patologii życia rodzinnego: syndrom matki sterylnej oraz syndrom ojca tyrana. Czas na trzeci, ten wynikowy.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      piątek, 09 stycznia 2015 11:37
  • poniedziałek, 05 stycznia 2015
  • czwartek, 01 stycznia 2015
    • Zdrowienie - proces oduczania się.

      W temacie zdrowienia można pisać wiele. W temacie zdrowienia spotyka się bowiem wiele zagadnień: przyczyny choroby, droga choroby, tamy w ciele, kompensacja przeciążeń, wzorce myślowe, które podświadomie rządzą naszymi przekonaniami, decyzjami a więc naszym całym życiem. Pojawia się objaw (choroba się objawia) i należy podjąć decyzję, jak sobie z tym poradzić. Stajemy więc na skrzyżowaniu decyzji i należy wybrać drogę. DO czy od zdrowia.

       

      Jest takie powiedzenie, które co jakiś czas wyłazi spomiędzy różnorodności terapii: "łatwo jest chorować, zdrowienie to niejednokrotnie duży wysiłek i trud". Z mojego punktu widzenia choroba to przede wszystkim jej objawy, a więc ból oraz zespół dysfunkcji typu drętwienia, osłabienia czucia, siły, koordynacji, zaburzenia snu, koncentracji, dysfunkcje czynnościowe narządów wewnętrznych powiązane odruchowo z układem ruchu. To oczywiście tylko jej udostępnione światu oblicza. A co jest pod spodem? No własnie t o, co powinno podlegać leczeniu, zmianie, przepracowaniu, przepalaniu, odrzuceniu, by na to miejsce wprowadzić nowe. Ale nowe co? Nowe zachowania ruchowe, nowe myśli, nowe przekonania, które to należą do najtrudniejszych do zmiany. Bo tak, jak ciało można uchwycić w ryzy ćwiczeń, dotknąć jego bólu,, napięcia, o tyle myśli i przekonania są na swój sposób nieuchwytne. W tej nieuchwytności jednak o wiele bardziej niszczące. I w rezultacie o wiele trudniejsze do analizy, ćwiczenia, zmiany.

       

      W swojej praktyce pracy z chorobami dostrzegam jedną zasadniczą zależność: to właśnie wzorce myślowe niszczą ludzkie zdrowie przede wszystkim, usztywniają ludzi w postawach, które "ni przypiął, ni przyłatał" nie pasują do rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć. To one, będąc swojego rodzaju fundamentem postrzegania siebie i rzeczy wokoło, naszym być-albo-nie-byciem. To właśnie formułki, które wtłaczano dziecku do głowy o nim samym, o tym, jak wygląda świat, relacje między ludźmi - to one (mówiąc językiem młodzieży) orzą dekiel tak, iż nie sposób się spod tego wygrzebać, tak bardzo zmieniają charakter, tworząc coś, co w prostej linii prowadzi do choroby.

       

      To, co wielu z nas uważa za "normalne" wychowanie, jest zwyczajną psychotyranią, zniszczeniem świadomości dziecka na dzień dobry. A potem to dziecko idzie w świat i ... ma swoje dziecko. "Rodzic jest najważniejszy", "to dla ciebie usunęłam ciąże, by ci było na świecie lepiej", "zachowujesz się, jak głupek", "prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze" - to przecież tylko szczypta tego, co przekazywane jest dzieciom w imię"dobra dziecka". W imię splątania go uwikłaniem w chorego emocjonalnie rodzica, który nie ma za grosz szacunku dla siebie, swoich bliskich a co dopiero dziecka. Przecież dziecko, to nie człowiek. To jakiś twór, który można szantażować emocjonalnie, przekupywać, straszyć na różne sposoby, kłamać, można unikać prawdy o sobie w rozmowach, nie wspominać o emocjach, nie przeżywać ich wspólnie. To coś, co można bić.

       

      To jedno wielkie bagno, które wsysa, niszczy charakter, łamie serce, mnie, jak papier spontaniczność dziecka, zabija jego elastyczność, prawdomówność, radość, a co najgorsze - tworzy właśnie przekonania, wzorce myślowe. Te natomiast usadawiają się w najlepsze w ciele i dawaj odstawiać tam swoje tańce. Naprężenia połączone z lękiem, złością, przekonaniem o swojej nieomylności lub wręcz bezwartościowości, chęcią odegrania się, stłumieniem radości, seksualności, no bo przecież to wstyd, brud i grzech wszelkiej maści. Zamknięcie na elastyczność, dopuszczenie do siebie prawdy o sobie, często niewygodnej, bo obracającej w perzynę iluzję, w której się żyje. Zamknięcie na szacunek dla ojca własnego dziecka, na szacunek dla drugiego człowieka, który wykracza poza policzalność zawartości portfela... Przecież ten zbiór nie ma końca. Co człowiek, to kolejny splot zdarzeń, reakcji, emocji, nieprawd, iluzji, stalowych wręcz "pewności" co do tego, jak wygląda życie...

       

      I co z tym? Zmieniać czy trwać w tym biorąc kolejne leki przeciwrefleksyjne, które reklamuje telewizor? Podjąć się pracy nad oduczeniem się tego, co doprowadziło moje zdrowie nad krawędź? Podjąć się pracy nad uelastycznieniem myślenia a przez to ciała, bo te dwie elastyczności idą ze sobą w parze? Odpięcie się od liny, która utrzymuje mnie na skale przekonań, wyrosłej dawno i tak bardzo zajmującej nas swoim widokiem, iż nie dostrzega się niczego innego? Podjąć się skoku na głęboką wodę zmiany siebie, czy pluskać się dalej w kałuży przekonanej pewności, że jestem ach och wspaniały? Sięgnąć do zasobnika myśli, by przejrzeć je i zastanowić się, czy aby nie trwam w błędzie, czy może jednak chodzić w pseudochwale swojej głupiej bezrefleksyjnej niewiedzy że może być inaczej? To kwestia decyzji, odwagi i pokory, którą rozumiem, jako  gotowości do przyjęcia trudu i wymogów pracy nad sobą, a nie nad wszystkimi wokoło według moich wskazówek.

       

      Mistrzowie aikido twierdzą, iż aikido jest jednym wielkim oduczaniem się (dlatego dzieciom idzie najlepiej chyba).Oduczaniem się ruchu, który zazwyczaj jest starciem z oponentem, oduczaniem się myślenia o starciu, wygranej, krzywdzie, przegranych... Ponieważ analogia aikido do życia jest uderzająca, zdrowienie stanowi więc proces oduczania się siebie sprzed choroby. Jest koniecznością zmiany siebie, swoich emocji, ducha, swojego serca i wynikowo - reakcji ciała. Jego usztywnienia, napięć, wzorców ruchowych. To proces, który potrafi trwać miesiącami, latami, gdyż niejednokrotnie tyle trwało dochodzenie do choroby. Ale czy warto? Bez wątpienia.

       

      Nas nowy rok więc pozwolę sobie życzyć czytającym te słowa zdrowienia, bo jest ono warte więcej, niż trud, który w nie włożymy. Zadowolenie, wolność od siebie sprzed choroby, od krzywdy wyrządzanej sobie i innym, niejednokrotnie najbliższym, miękkość ciała i umysłu (nie mylmy z miałkością) to nagrody, które czekają na końcu tej drogi. Wystarczy tylko dobrze i w odpowiednim momencie skręcić w odpowiednim kierunku...ale do tego trzeba dorosnąć. Niestety nie tylko metryką lub pozycja społeczną, bo one nie maja tu żadnego znaczenia.

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 stycznia 2015 20:13

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny