gajowiec.pl - nowości i publikacje * news and articles

Mój świat, moja pasja, moje rozumienie przyczyn i metod leczenia schorzeń, które powodują ból oraz inne dolegliwości.

Wpisy

  • poniedziałek, 30 stycznia 2012
    • O śmiechu

      Niejako dla kontrastu proponuję kilka słów o śmiechu. Jak dotąd pisałem o potencjalnych przyczynach dolegliwości, ale przyszedł czas na mówienie o leczeniu. Śmiech jest jedną z jego form. Cokolwiek się mówi i pisze o śmiechu, na pierwszą linię wysuwa się znane wszystkim stwierdzenie: ŚMIECH TO ZDROWIE. W sumie to stwierdzenie powinno zakończyć wszelkie dywagacje, ale przypatrzymy się mu z bliska. Trochę fizjologii, trochę odruchów i zobaczymy, co śmiech nam daje.

      Można się uŚMIECHać, ale i ŚMIAĆ. To pierwsze "dzieje się" twarzą, włączamy w to mięśnie mimiczne oraz w jakimś sensie mięśnie szyi. Nie jest tego wiele. Uśmiech, o ile szczery, poprawia sytuację w endorfinach, jeśli tak to mogę ująć, podnosząc ich poziom, a to wpływa na ogólne samopoczucie. Śmiech natomiast - to jest dopiero burza zjawisk...

      Dobry, mocny śmiech, to reakcja całego ciała. Pobudzenie idzie od stóp, które "uziemiają" człowieka, poprzez nogi, miednicę, brzuch, klatkę piersiową, po sam szczyt głowy. Mięśnie pracując naprzemiennie, relaksują się (wedle zasady: po skurczu jest rozkurcz), przepona mocno zaciągając powietrze, umożliwia dystrybucje tlenu do możliwie najszerszego grona komórek ciała. Mięśnie kurcząc się naprzemiennie, wywołują swoistą pompę naczyniową, dzięki czemu poprawia sie krążenie, zarówno w naczyniach głównych tułowia, głowy, jak i kończyn. Wskutek intensywnej pracy twarzy, pobudzane zostają do pracy kości czaszki, a przez to ich stabilizacja wewnętrzna, czyli opony mózgowe. A te - jak wiemy - mają duży wpływ na funkcjonowanie mózgu oraz przysadki mózgowej, a więc króla gruczołów wydzielania wewnętrznego. Dokrwienie tegoż może przecież skutkować zmianą stanu zdrowia wręcz.

      Śmiech rozluźnia, relaksuje, dotlenia, pozwala odpocząć, odejść napięciu, które dręczy nas codziennością. Śmiech jest zaraźliwy - to chyba jedna z niewielu dobrych stron zaraźliwości czymkolwiek :-). Śmiejmy się, jak najczęściej, choć czasem nam na prawdę nie do śmiechu.

      http://www.youtube.com/watch?v=p32OC97aNqc

      I znów? Od kogo uczyć się najszczerszego ze śmiechów? Nieokiełznanego? Śmiechu wylewającego się z człowieka wszystkimi częściami? Od Mistrzów Życia - dzieci...

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2012 13:33
    • Jakże aktualne..

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2012 11:55
  • środa, 25 stycznia 2012
    • Dlaczego warto nie nosić zadartego nosa?

      Utarło się powiedzenie,że noszenie zadartego nosa w górę jest oznaką pyszałkowatości, nadmiernie rozbuchanej dumy i pokazywania światu, gdzie ma się wszelkie jego sprawy. Nie jest ono dalekie od prawdy zapewne. Ja dodałbym do niego swoje trzy grosze: noszenie zadartego nosa ku górze jest dowodem niechlujstwa w kwestii utrzymywania postawy ciała, jest niejednokrotnie objawem wysokiego poziomu lęku lub/i skumulowanej w ciele złości.

      Aby uporządkować ten wywód zacznę może od kilku zwyczajowych słów o anatomii górnego odcinka kręgosłupa szyjnego. Szyja w swoich 7miu kręgach (nie, nie dantejskich, proszę się nie zapędzać!) posiada 2, które w pewnym sensie nie pasują do reszty: pierwszy i drugi. Atlas i obrotnik, gdyż to własnie o nich mowa, odgrywają w niej swoje odrębne role, jednocześnie współuczestniczą w mechanicznej pracy pozostałych pięciu kręgów. Atlas dźwiga głowę utrzymując ją na swoich delikatnych wyrostkach, którymi tworzy połączenia z wyrostkami kości potylicznej. No więc mamy już pierwsze dwa stawy. Ruchu w nich może niewiele, ale tym, który jest najistotniejszy jest ruch zgięcia i wyprostu, czyli mówiąc po ludzku, kiwania głową ku przodowi i tyłowi w najbardziej podstawowym zakresie. Na tym połączeniu dochodzi także do skrętu (rotacji), który występuje przy pochyleniu głowy w bok oraz nieznacznych przesunięć bocznych atlasu. Atlas osadzony jest na obrotniku, dzięki któremu zachodzi w największym stopniu skręt głowy w obie strony. To podstawowa czynność tego połączenia. Dzieje się to dzięki zębowi kostnemu sterczącemu ku górze z przedniej części łuku kręgu. Poniżej obrotnika mamy już "zwykłe" kręgi szyjne płynnie przechodzące swoją budową w kręgi piersiowe.

      Logika pracy ciała jest taka, by w stanie równowagi środek ciężkości głowy padał na środek płaszczyzny podstawy ciała, czyli figury, która uzyskamy przez obrysowanie konturów stóp - będzie to plus minus romb, ewentualnie prostokąt, zależnie od tego, jak ustawimy stopy. jest to podyktowane oszczędnościami energetycznymi ciała, jak i ergonomią pracy, czyli wykorzystywaniem minimalnych nakładów dla uzyskania maksimum efektów. Wszelkie zmiany, które wyrzucają środek ciężkości poza jego prawidłową pozycję, natychmiast uruchamiają konieczność wysilenia się ciała, by powrócić do tego swojego "lenistwa".

      Szyja obudowana jest wielorakimi mięśniami - zarówno długimi, jak i krótkimi, zarówno powierzchownymi, jak i głębokimi. Jedne się łatwiej obkurczają, jedne znów rozluźniają tracąc swoją wartość podporową i sterującą. I w sumie nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż pomiędzy nimi jest grupa niewielkich mięśni, które są nieprawdopodobnie wrażliwe na wszelkie zmiany czegokolwiek, co ich dotyczy. Powiem wręcz: są przewrażliwione na swoim punkcie a niestety nie da się z tym nic zrobić. To mięśnie krótkie podpotyliczne. Kilka niewielkich pęczków mięśniowych a tyle zamieszania. Ale jakiego zamieszania?

      Otóż: mięśnie podpotyliczne są wypełnione przeogromna ilością czuciowych zakończeń nerwowych odbierających każdą zmianę ich napięcia tudzież napięcia okolicznych tkanek tudzież napięcia mięśni aparatu żucia zespolonego z nimi odruchowo tudzież tudzież tudzież... reagują praktycznie na wszystko i proszę mi wierzyć - jestem daleki od fantazjowania w tej materii. Przechwytując to napięcie, przejmują je jako własne, zwielokrotniając jego wpływ na ciało. Jako chyba najlepszy przykład ich wszechwpływu na ciało podam prostą obserwację: nadmierne napięcie prawej lub lewej strony mięśni podpotylicznych zaburza na tyle napięcie mięśni wokoło kręgosłupa, że test obciążenia obu stóp wykonywany na dwóch wagach (każda ze stóp stoi na oddzielnej) wykazuje kilkukilogramową różnice obciążenia nóg nie odczuwaną przez badanego w żaden sposób!!! To z mechaniki. Ale gdzie o odruchach, które tak bardzo lubię?

       

      Już się poprawiam.

      Najprostszą procedurą badania ale i terapii zaburzeń połączenia głowa - szyja jest tzw. dekompresja połączenia szczytowo-potylicznego. Zabieg polega na ułożeniu głowy badanego na rękach terapeuty, wsunięciu palców pod potylicę i.. no własnie - i co? Czekaniu? Czytaniu tego, co mówią ręce? A może raczej co mówi ciało w odpowiedzi na "wsadzanie łap w jego sprawy"? Wszystko po kolei. Wszystko. Odczytywanie tego, co dzieje się pod potylicą, jaki jest stan mięsni, która ich część wydaje się bardziej naprężona, reaktywna no i wreszcie c o w pozostałej części ciala zechciałoby zareagować na zmniejszanie nieprawidłowych naprężeń w tym miejscu.

      Co dzieje się, gdy ciało odreagowuje? Mogę wesprzeć się jedynie obserwacjami dotychczasowych sesji i tego, co widziałem i doświadczałem z moimi pacjentami: drżenia, drętwienia, wrażenia ciepła, zimna, wszelkie mikstury emocjonalno-fizyczne od płaczu, przez śmiech, "głupawki" po ból osiągający czasem krańcowe wartości. Wrażenie zatykania gardła, chrypa, łzy, tudzież całkowite zwiotczenie ciała aż po wejście w stan graniczący ze snem. Dużo tego.

      Wysuwanie szyi ku przodowi czyli własnie unoszenie nosa ku górze, zaciska kręgosłup na mięśniach podpotylicznych wykonując coś, co można porównać do gilotynowania ich. Ucisk wywołany naprężeniem mięśni obręczy barkowej unoszonej "na siłę" albo - co bardzo częste wbrew pozorom - zaciskanie zębów i kłopot gotowy.

      Procesy te dzieją się zazwyczaj latami, trwają, ugruntowują się, identyfikujemy je, jako nasza "normalność", jako stan, z którym żyjemy. IM DŁUŻEJ, TYM GORZEJ. Im dłużej, tym trudniej z tego wyjść. Bóle głowy nie ustępujące na leki, zawroty głowy, mdłości, trudności z koncentracją, podirytowanie, senność, kłopoty z pamięcią... A wszystko przez - przykładowo - nieprawidłową pozycje przed komputerem, laptopem, w samochodzie, w czasie spaceru... Wszystko przez noszenie nosa do góry.

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      środa, 25 stycznia 2012 22:14
  • poniedziałek, 23 stycznia 2012
    • Air, breath and tears – and what is next?

      Last weekend good byed me with several statements and summaries I made. I had an enormous pleasure to watch Kokyu Sensei act and discuss my thoughts with Mizu Sensei. It generates a huge push forward to witness masters and to be near. You just cannot ignore their spoken words and unspoken deeds…

      Last weekend ended with almost a hurricane on streets. It had changed so much. It is a type of a wind as we know and wind is a kind of air. It took something away, almost blew it away but brought something, too. Some dust, garbage, sand bits that get into your eyes and make your eyes cry. That cleans your eyes and makes your vision much more precise.

      Air is life. The whole body breathes thanks to air. Thanks to it life runs through us. Air exchange is much more than ventilation, to be exact. It is refreshing. Cleaning. Removing the remainings, unspoken and blocked words that cork the throat, deep grief, tension seen in human body as stones…

      Where does the breath live? As your medicine book states – in lungs and respiratory system. But let me run away from this academic statement and follow my inner temptation – in body centre. In pelvis. It resonates throuought the body from there. It sends its calmness from tere. It explodes with resoluteness from there. Kokyu Sensei confirmed that with just one finger… He did it with his concentration and Mizu Sensei described the “tears” sign that reveals all secrets of its waterish form.

      Breath circulates around your body fluently when there are no obstacles form Any parts of it. Especially from throat region and stomach. It is supposed to penetrate through your throat and reach the stomach. Lungs are just servants. They only fill the centre’s will. They are just a vacuum machine sucking the air in and pumping it out. What stops your breath from reaching the Centre?

      As I mentioned before: unspoken and stuck words, letters that were to be written, Grieg that Romains without freeing stout, undiscovered mysteries, stones that have not turned into tears, throat that is too tight to speak…

      Breath is mighty and powerful. If I let it act wisely within my body I allow it act is as a Great Cleaner, if that is the word that suits most. It cleans away all obstacles with its wisdom and power and its own vision of natural health. The harder obstacle it faces, the more resolute it becomes. And as a Great Magician it dissolves all stones in salty waters of tears. A human does cry and know how to cry. There is no doubt on this. Crying is healing. Crying is cleaning. Let me describe a health and deep cry then: it is derived right from the bottom of your pelvis, hand in hand with sob, shakes the body and sometimes shakes it very strongly, it explodes with appearance of lack of control. Yes, the Nature acts in a shocking way sometimes. Shockingly wise. Your cry knows what to clean out from your body and mind. Take a look at the crying child and you will understand why I call kids Masters of Life.

      Can you induce tears? Yes. With tenderness, with pain of prolonged grip, with croud of offence, feeling of love. I could multiply examples and it only shows that Mother Nature uses what She has at hand for healing. The question is: are you ready for your tears? We become too stiff to handle them, to let them flow, to think what may happen after the tears stop. This is nothing but lack of trust to Nature. To Breath.

      When life ends it they takie your breath away. That moment closes the Time. I am not aware of any breaths over t h e r e but I am sure tears are not longer required with their services.

      Can you learn to breath? Wise men say you can. I think you just do not disturb it right from the start. Leave all stereotypes like: “men don’t cry” or “don’t’t cry like a girl” or many many alikes – they just show the ignorance to the great miracle of our life. Breath and its child – cry – they clean inner garbage and cleans our eyes. What makes you harder – leads you to death. Death of breath.

      Do not be afraid of tears, air and crying – even if they all sometimes  mix and create a hurricane

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 stycznia 2012 12:41
  • niedziela, 22 stycznia 2012
  • czwartek, 19 stycznia 2012
  • poniedziałek, 16 stycznia 2012
    • Niezwykle zaskakująca wiadomość

      Dziś w nocy otrzymałem niezwykle interesującą wiadomość dotyczącą dziewczyny kilkanaście lat po wypadku samochodowym z "rozpoznaniem" : naciągnięcie rdzenia. Pomijam treść rozpoznania. Dziewczyna od wypadku jest na wózku.

      Od kilkunastu dni wprowadzamy w jej terapię techniki powięziowe, relaksacyjne i czaszkowe. Informacja z nocy brzmiała:

      "... bardzo mocno piecze ją pięta, ta po odleżynie, zdjęła cewnik i mówi, że adekwatnie chce jej się siku..."

      Z wypiekami na twarzy oczekuję kolejnych doniesień. Tu się dzieje w moim rozumieniu spraw rzecz niezwykła, wraca czucie!!! Będę informował dalej.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 stycznia 2012 10:27
  • niedziela, 15 stycznia 2012
  • środa, 11 stycznia 2012
  • poniedziałek, 09 stycznia 2012
    • Hellinger Team zaprasza

      Hellinger Team Polska

      Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele, 

      z radością informujemy, że już w styczniu - 28.01.12 - w Krakowie odbędzie się seminarium otwarte pt.:

      " Jak spełnia się miłość?"

      z Gerhardem Walperem.

       

      Spotkanie będzie miało miejsce na Kazimierzu w Cafe Młynek, pl. Wolnica 7.

      Gerhard poprowadzi 2,5 godzinny warsztat na temat relacji, związków i spełniania się miłości! 

       

      Początek 18.30 ( wejście na salę już od godz. 17.30)

      Cena 30 zł

      Wszelkie informacje przesyłamy w załączniku!

       

      Zapisy: biuro@hellingerpolska ( SEMINARIUM KRAKÓW, imię, nazwisko, mail, tel).

       

      http://www.hellingerpolska.pl/warsztat_otwarty_GW.php

      W razie pytań służymy też rozmową telefoniczną: tel 501 49 27 47

      Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy!!

      Robert i Anna Choińscy

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mocushle
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 stycznia 2012 15:41

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny